sobota, 4 stycznia 2014

Epilog

- Niall powiedziałam ci coś! Nie mam zamiaru zakładać sukienki bo odkryje moje szkaradne nogi. – powiedziałam wkurzona.
- Są piękne, czego ty od nich chcesz. Załóż ją proszę, pójdziemy na kolację. A jak ktoś się do ciebie przyczepi to mu wpierdolę. – Oznajmił zadowolony.
            Czasami nie mogę z nim dość do porozumienia. Minął już tydzień od tego dziwnego wydarzenia. Stałam przed szafą. Niall postanowi mnie wyrwać na kolację. On upierał się przy sukience, a ja przy jeansach. No właśnie, do restauracji nie wypada, ale nie pojawię się w sukience i pociętych nogach. To nie wchodzi w grę.
            Usłyszałam wybawiający telefon. Dziękuję ci Mia. Uwielbiam cię za to.
- Hej Lu.
- Co tam? – zapytałam.
- Przyjedźcie do mnie, razem z Liamem mamy bardzo ciekawe wieści. – wiedziałam że uśmiecha się do słuchawki.
- Ale wiesz, że miałam mieć kolację. – zajęczałam przeciągle.
- Ale wiesz że mnie to nie obchodzi. – udawała mnie.
- Nienawidzę cię. – zaśmiałam się do słuchawki.
 - A ja cię kocham złotko.
- Niall masz konkurencję. – powiedziałam do MOJEGO CHŁOPAKA. – Mia do mnie zarywa.
- Powiedz jej żeby dla własnego dobra zostawiła cię w spokoju. – zaśmiał się.
- Słyszałaś?
- Tak się nie stanie. Musicie być bo to bardzo ważne. – Odłożyłam słuchawkę i wyjęłam jeansy po czym nasunęłam je na pupę.
- Kurwa. – zaklął Niall.
- Co zaś ci się nie podoba? – jęknęłam.
- Będziesz chodzić w dresach bo jak cię widzę w kiecce, rurkach to mi staje. – powiedział. Podeszłam do niego i położyłam ręce na jego klatce piersiowej. Przygryzł moją wargę a ja się uśmiechnęłam. – To masz ochotę na powtórkę z wczoraj.
- Chętnie. – zaśmiałam się. – Ale nie. Mia na nas czeka. Mają coś bardzo ciekawego do powiedzenia.

***
Usiadłam na kolanach Nialla. Znów robił mi malinkę, kiedy Zayn  migdalił się z Perrie, Louis poleciał w ślinkę z Eleonor. A Liama z Dan, Harrego i Mią gdzieś wywiało. Na szczęście zagubiona czwórka wróciła. Harry pocałował Mię a policzek i zajął miejsce obok mnie i Nialla a Dan usiadła w fotelu.
- To może krótsza informacja. Mark dostał dożywocie, za morderstwo pierwszego stopnie.
- I dobrze tak temu skurwielowi. – wypalił Niall odczepiając się od mojej szyi. Oparłam się wygodnie o chłopaka.
- A druga to już mój, dział. Liam usiądź. – Mia poprosiła Liama.  
            Stanęła tyłem do biurka i uniosła pendriva pokazując nam urządzenie.
- Niall i Harry za pewne widzą co to jest czyste konto.  To właśnie trzymam w ręce.
- Pierdolisz. – wyrwało się Niallowi.
- Myślałem że to nie istnieje. – Harry był zaskoczony.
- Co to jest? – zapytała wyraźnie zaciekawiona Eleonor.
- Czyste konto. Program stworzony przez niejakiego Collina Stivensa. Gość miał nie mało w kartotece policyjnej. Program usuwa wszystko co jest związane z danym nazwiskiem z serwerów wszystkich policji świata, Internetu. Twoje nazwisko jest wyczyszczone do zera. Moglibyśmy wyjść na ulicę…-popatrzyła na Nialla - …i normalnie przedstawić się swoim imieniem i nazwiskiem. Prawdziwym. Pytanie, czy tego chcecie.
            Usłyszałam jak wszyscy się zgadzają. Mia przy nas wszystkich odpaliła komputer i uruchomiła program. Wpisywała nazwiska każdego z nas i patrzyliśmy jak wszystkie informacje z serwerów policji i prokuratury znikają na dobre. Nareszcie nie będę musiała mówić do blondyna James w miejscu publicznym. O tak.
- To co Niallu Horanie? Idziemy na kolację?
- A co powiedz na romantyczny wieczór, przed telewizorem, albo kąpiel wśród świec?
- Ale kolacja…
- Nie mamy rezerwacji. – uśmiechnął się złowieszczo.
- Myślałam że zro…- walnęłam się w czoło.
- Wiesz niejaki James ma rezerwację, a że niema nikogo takiego. Musimy siedzieć w domu. – zaśmiał się. – Owoce w czekoladzie…
- Już ja widzę te owoce w czekoladzie, seksoholiku. Wszystko wyląduje na mnie, a potem będziesz to ze mnie zlizywał. – powiedziałam.
- Niall, ty krejzolu. – wypalił Harry. Mia uderzyła go w ramię.
- Tyś nie lepszy głupku. Ostatnio jedliśmy bitą śmietanę. A żeby to jedliśmy było normalne.
- O boże. – wydusiłam z siebie przez śmiech.
- To co powiedzie na kebca?
- Kebab? To takie mało romantyczne. –  jęknęłam równo z Mią
- A jak pójdziemy wszyscy razem?
- Zbiorowa randka? – wszyscy popatrzyli po sobie. Louis i Eleonor dołączyli do nas ale Liam, Danniele, Zayn i Perrie wspomnieli coś o sprzątaniu sypialni i kupowaniu nowego łóżka.

            Splotłam moją dłoń razem z Nialla i ruszyliśmy na miasto. Jak normalna para. No prawie.

Wszystkim ogromnie dziękuję za czytanie Mentalist. Generalnie, to drugi blog który zakończyłam, ale nie sądziłam że zdobędzie on aż tyle wyświetleń na teraz jest około 23 tys. Dziękuję wam bardzo. Za wszystkie komentarze, i słowa otuchy. I teraz coś co pewnie wam się nie spodoba. Nie będzie drugiej części czy sezonu. Nie planuje czegoś takiego. Pisałam ponieważ miałam pomysły, skończyłam, ponieważ powoli się wyczerpały. Ale jest druga strona medalu otóż opowiadanie VIOLENT. Pojawił się już prolog, a za niedługo będzie także pierwszy rozdział. http://violent-niall.blogspot.com/
Mam nadzieję że dołączycie do drugiego bloga, dziękuję i do obaczenia na Violent. 

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 64

Doszliśmy do samochodu. Trzymałam kurczowo Nialla za rękę. Możliwe że teraz dopiero dostaje szoku, po tym co zrobił mi Mark. Dopiero gdy Niall odpalił silnik i włączył lamy samochodu mógł na mnie spojrzeć i ocenić sytuację w jakiej się znajdowałam. Gdy zobaczył moje nogi, przez jego twarzy przeleciały chyba wszystkie emocje.
- Czemu mi nie powiedziałaś?
- A co miałam powiedzieć, „czekaj Niall, mam pocięte nogi”?
- Tak, tak właśnie miałaś powiedzieć. – Siedziałam na masce jego czarnego samochodu a on stał między moimi nogami. – Co ja mam teraz zrobić? – zapytał retorycznie.
- Po prostu mnie pocałuj – powiedziałam słabo.      
            Przybliżył swoje wargi do moich ust i musnął je lekko, w końcu wpił się w nie. Jego język dominował i byłam z tego powodu bardzo zadowolona, jak powiedziałam kiedyś, on świetnie całuje. Uśmiechnęłam się słabo przez pocałunek.
- Mówisz masz. – powiedział. – Jak przyjdzie Liam jedziemy do domu.
- Fajnie.
- Pokaż nogi. Całe. – nacisnął na ostatnie słowo. Miałam ściągnąć chustkę z nóg. Powoli rozwiązałam supeł i upuściłam kawałek materiału na ziemię. Niall otworzył szerzej oczy gdy zobaczył najgorsze rany tuż u przy spodenkach. – Ile ich masz?
- Nie wiem. – odparłam cicho.
- Lucy, kto ci to zrobił? – zapytał spokojnie.           
            Spuściłam głowę. Siedziałam cicho, nie chcę żeby się dowiedział, nie może się dowiedzieć, w tedy pojedzie i go zabije, a ja nie chcę żeby to zrobił. Nie chcę żeby taki był.
            Stanął między moimi nogami i chwycił mnie za dłonie.
- Proszę, powiedz mi. – słyszałam w jego głosie troskę. – Proszę.
            Pokręciłam przecząco głową.
- Lucy, spójrz na mnie. – rozkazał, ale nie byłam w stanie. Podniósł mój podbródek i popatrzył mi w oczy. – Muszę to wiedzieć.
- Nie musisz. – łzy napłynęły mi do oczu.
- Muszę.
 - Nie. – przytulił mnie i zaczął masować plecy. Boże był taki ciepły. Tak mi go brakowało. Kilka dni. Nie wiedziałam, że aż tak tego potrzebowałam. Jego dotyku, ciepła.
- Lucy! – usłyszałam Liama.
            Chłopak podbiegł do nas i mnie przytulił.
- Boże, tak się martwiłem, umarłem chyba na miliony sposobów. Jak się stamtąd wydostałaś, co zrobiłaś? Jesteś ranna? Jak się czujesz? Spałaś w ogóle?
- Jest okey. Chcę spać. – ziewnęłam.
            Niall posadził mnie na tyłach samochodu, już chciał zamknąć drzwi, kiedy chwyciłam go za rękaw bluzki i pociągnęłam za nią lekko, dając mu sygnał by usiadł ze mną. Położyłam obolałe nogi na siedzeniach. W pewnym momencie Niall dał mi swoją kurtkę. Oparłam się o niego i zamknęłam oczy.
***
Perrie powiedziała że nie ma zakażenia, ani żadnego zagrożenia na nie bo mam sklepione rany. Jedynym problemem dla mnie było to że robiłam sceny. Nie chciałam wejść do wanny. Za żadne skarby. Stałam w samej bieliźnie zamknięta w łazience z Niallem i kłóciłam się z nim że nie mam zamiaru zanurzyć się w ciepłej wodzi.
- Jezu! Lucy właź do wanny i nie rób scen. Proszę cię.
- Nie wejdę do wody. – pisnęłam robiąc kolejny w tył. Było mi zimno. To że spałam w samochodzie nie oznaczało że odzyskałam w pełni siły. Trochę się chwiałam na nogach. Nagle Niall podszedł do mnie i wziął mnie na ręce w stylu panny młodej. Zaczęłam piszczeć i się wyrywać. Nic to nie dało. Zawisłam nad wanną. Trzymałam kurczowo chłopaka za szyję.
- Lucy, to tylko woda. – powiedział spokojnie do mojego ucha.
- Będzie piekło.
- Lucy, poboli przez chwilę i przestanie, to , lepsze rozwiązanie niż zawiezienie cię do szpitala. Nie sądzisz?
            Nie odpowiedziałam. Chłopak popatrzył na mnie spod byka.
- To jak, wanna czy szpital.
- Wanna! – prawie krzyknęłam przerażona perspektywą siedzenia w szpitalu. Chłopak musnął moje usta po czym powoli opuścił mnie do wody. Skrzywiłam się gdy woda zalała moje rany. Bolało. Chciałam się podnieść ale Niall Mnie złapał i posadził w wannie. Kiedy już przyzwyczaiłam się do bólu zaczęłam myć nogi. Po chwili skóra odzyskała swój kolor.
- Mogę wyjść? – zapytałam cicho.
- No chodź – chłopak trzymał otwarty ręcznik. Wyskoczyłam z wody i podbiegłam do Nialla i otuliłam się ciepłym materiałem. – Głodna?
- Tak.
- Kiedy jadłaś?
- Eee…rano. – odparłam.
- A co?
-Płatki, nic innego nie dostałam.
            Dostałam świeżą bieliznę i za dużą koszulkę. Niall oznajmił że czeka na mnie w kuchni. Przebrałam się szybko, zdążyłam jeszcze zgarnąć koc i zbiegłam na dół do dużego pomieszczenia. Na stole stał kurczak.
- Mmmm…coś czego mi było trzeba. Ooo tak. – stwierdziłam patrząc na jedzenie. Chwyciłam za nóżkę kurczaka i zaczęłam pałaszować ją palcami. Byłam troszkę wygłodzona, bo przez cztery dni, na śniadanie i kolację bo obiadów nie miałam, płatki, to nie było dużo. Kidy skończyłam, umyłam ręce.
- Film? Czy idziesz spać?
- To drugie. – uśmiechnęłam się.
- Chodź do mnie. – uśmiechnął się jeszcze.
Stanęłam między jego kolanami. Popatrzył mi w oczy. Boże one są takie niebieskie, jak morze, niebo. Wpiłam się w jego wargi, słodkie, malinowe, wargi. Całował najlepiej na  świecie. Zdecydowanie.  
- Jesteś moja. – powiedział mi podczas pocałunku.
- A ty mój. – uśmiechnęłam się. – Kocham cię. – szepnęłam nie pewnie.
            Chłopak chyba dostał szoku. Po jego oczach widziałam, widziałam, że nikt mu tego chyba nigdy nie powiedział. Ne wiedział co powiedzieć. Wystraszyłam się. Może nie odwzajemnia moich uczuć?! Boże ale się zbłaźniłam. Zarumieniłam się i spuściłam głowę.
- Ja ciebie też kocham. – podniósł mój podbródek i pocałował w usta.

            Powiedział to!!! W moim ciele latało stadu motylków. Przytuliłam się do chłopaka mocno. W pewnym momencie ziewnęłam głośno. Niall się zaśmiał. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Położył się obok mnie i otulił ręką w talii

Rozdział 63

*Perspektywa Lucy*
Złamałam gałęzie i dorzuciłam do ogniska przypomniały mi się drobne zasady survivalowe. Razem z tatą chodziłam do lasu na kilka dni bez przygotowania. Ale był ubaw. Zawsze jedliśmy pieczarki z ogniska. Uśmiechnęłam się na wspomnienie dalszych czasów.
            Zrobiłam sobie pochodnię i zgasiłam ognisko. Nie zmrużę oka więc postanowiłam iść dalej.  Nie było późno, co najwyżej siódma wieczór. Plątałam się w lesie od rana. Wszystko mnie bolało, a zwłaszcza pokaleczone nogi które zasłoniłam chustką znalezioną w plecaku Daisy. Chyba dużo podróżowała bo to był istny skarbiec. Dwie przenośne ładowarki do Iphone’a, latarka, naboje do pistoletu, dokumenty, dwa jabłka i gumy do żucia. No i mój telefon. Podładowała komórkę i próbowałam się kontaktować ale nie miałam zasięgu co za pech.
            Czułam się jak w średniowieczu, i tak jakby ta odważna dwunastolatka właśnie ze mnie wyłaziła abym się obroniła i wróciła do Londynu do Liama, Mii i …Nialla. Przypomniały mi się podstawy samo obrony jak lałam się z tatą, z chłopcami w szkole. Boże, w tej chwili nie mogę sobie wyobrazić siebie, która przywali chłopakowi. A jako dwunastolatka powalałam chłopców na łopatki. Chciało mi się śmiać. O tej porze roku robiło się ciemno dość wcześnie. Oświetlałam sobie pochodnią drogę która była w miarę widoczna. Poruszałam się jakimś szlakiem. Miałam nadzieje na wyjście na ulicę i niespotkanie ludzi Mark’a.
            Nagle sobie przypomniałam że mogę zgasić pochodnię. Ugasiłam płomień i wyciągnęłam latarkę z plecaka Daisy. Zapaliłam ją i kontynuowałam wędrówkę. Nagle usłyszałam trzask. Odwróciłam się gwałtownie w wyniku czego upadłam. Szybko się pozbierałam. Zaczęłam oświetlać stron z której dobiegał trzask. Znów łamanie drzewa. Moja ręka dotknęła pochwy w której był pistolet. Zgasiłam latarkę i wrzuciłam ją do plecaka. Jak będę iść po ciemku nikt chyba mnie nie będzie widział z dalekiej odległości. Wiedziałam że ktoś bardzo cicho przemieszcza się za mną. Nie dało się nie czuć jego obecności. Chciał być tak niewidoczny że aż stawało się to zbyt oczywiste. Moja ręką powędrowała do gnata na udzie. Pasek od pochwy wbijał mi się w nogę przez co bolała mnie noga. Kiedy napastnik stanął prawie za mną przywaliłam mu łokciem w brzuch. Wyjęłam pistolet i odwróciłam się.
- Nacisnę spust, i nie będzie tak wesoło.
- Kurwa kto cię tego nauczył. – boże! Pistolet wypadł mi z ręki gdy usłyszałam ten głos. Niall, to był Niall, nieznośny blondyn który dwa razy uratował mnie od gwałtu, który mnie spoliczkował, który mnie całował, spał ze mną i ten który opowiedział mi historię życia w zamian za swoją, ten w którym się zakochała. – Niall?
- Lucy? – wyprostował się i mnie przytulił a następnie pocałował w głowę. – Boże.
            Za mono, dociskasz mnie do swojego ciała! Krzyczałam w głowie. Bolą mnie nogi! Ale nie przestawaj. Skrzywiłam się.
- Nic ci nie jest? – nie widzi moich nóg, na szczęście.
- Nie. – skłamałam. – Ale trochę się boję. Zgubiłam się.
- Ja znam drogę. Jak się czujesz. – trzymał mnie w ramionach. – Wiesz jak się martwiłem.
- Nie zostawiaj mnie nigdy samej. – poprosiłam.
- Nie mam zamiaru. – wysłał sms i zaczął ciągnąć mnie przez las.
- Zwolnij, jestem zmęczona. – poprosiłam.
- Lucy, ile nie spałaś? – zapytał.
- Kilka dni. – odparłam. – To nic, bywało gorzej. – powiedziałam.
- Lucy, musisz iść, spać.

            Mieliśmy splecione palce. Cieszę się ze to Niall mnie znalazł, nie Mia, nie Liam. Tylko Niall. Właśnie on.

wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 62

*Perspektywa Mii*
- Hej jak się czujesz? – zapytał mnie Harry gdy tylko otworzyłam oczy.
- Noga mnie jebie. – zaśmiałam się i podniosłam do pozycji siedzącej. – Ale tak to dobrze.
            Harry pozwolił mi się oprzeć o jego ciało i kulejąc lekko doszliśmy do Sali głównej gdzie wszyscy siedzieli przy dokumentach. Widać było że Liam jest lekko zdenerwowany.
- Ja z tego nic nie rozumiem. – powiedział.
- Beze mnie nic nie zrobicie. – zaśmiałam się. Harry pomógł mi usiąść na krześle strzeliłam palcami i spojrzałam na kartki. – Każdy informator inne sposoby. Oprócz tego ze zbieramy informacje i je przekazujemy, można powiedzieć że bawimy się w pewne kodowanie. Kartki mają pewne oznaczenia w różnych miejscach i trzeba je znaleźć aby ułożyć je chronologicznie. Nie jest to trudne, za zwyczaj zajmuje mi to około pół godziny. Z Edwardem nigdy nie wymieniałam informacji więc po prostu muszę to zrozumieć. - mówiłam przekładając kartki  na różne miejsca. – Dla was to za pewne jest kosmos. – uniosłam jedną kartkę do góry i ustawiłam ją pod światło. Na rogu kartki pojawił się mały symbol „a” co oznaczało ze facet ma system alfabetyczny” co za banał. – Mam. Zaczęłam układać kartki. Po chwili spięłam wszystko zszywaczem i wsadziłam do pliku.
- To wszystko.
- Tak, ale mówię, nie każdy ma taki sam system. Trzeba się trochę nagłowić. – powiedziałam.

*Perspektywa Lucy*
- Czyli nikogo teraz nie ma? – zaczęłam rozmowę kątem oka patrząc na otwarte drzwi do mojej celi.
- Nie ma. – burknął. – Jedz.
- A ty nie masz do kogo jechać?
- Nie.
- Popatrz mi w oczy. – poprosiłam i zaczęłam małą zabawę. – A nie marzy ci się taki dom, rodzina, piesek. Masa kasy. Potem wyjeżdżasz na wakacje na jachty ze znajomymi. Świeże piwo, z lodówki. A potem taka wielka plaża, ognisko, steki. – facet miał oczy wielkość spodków, wyglądał jakby był naćpany. W rzeczywistości było inaczej. Mała hipnoza. – A potem, o bardzo, bardzo, bardzo długim melanżu ciepłe łóżko, razem z żoną. I głęboki, bardzo, bardzo głęboki sen. – facet spuścił głowę. Poszedł spać. Wstałam z ziemi. Jedząc zawsze odpinał mi kajdanki. Podeszłam szybko do niego i zabrałam mu pistolet. Z kratki wentylacyjnej wyciągnęłam plecak Daisy. Założyłam go na plecy a pistolet włożyłam do pochwy przymocowanej na udzie. Wyszłam z pomieszczenia i zamknęłam drzwi  tak by goryl nie mógł się stamtąd wydostać. Uśmiechnęłam się pod nosem  na palcach wydostałam się z piwnicy budynku. Wyszłam na zewnątrz i stanęłam jak wryta.
            Oczekiwałam miasta, lub chociaż jakiejś dzielnicy. Budynku z którego wyszłam stał na zupełnym pustkowiu. Widziałam, las i polanę.  Nagle usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwieranej bramy. Nie zastanawiając się długo pognałam do lasu.

*Perspektywa Mii*
- A co powiedzieć na las? – zapytałam pokazując na mapę terenów gdzie umiejscowiony był budynek Mark’a. – Tam rzadko ktoś chodzi, bo według nich kręci się tam dużo dzikich zwierząt. Z pistoletami nic nam się nie stanie. Przejdziemy kilka kilometrów tym szlakiem i dostaniemy się do budynku. Lucy pewnie trzymana jest w jednej z piwnic.
- Nie głupie, ale gdzie chcesz zostawić samochód?
- Na tyłach lasu, potem wszyscy wysiądziemy i…
- Nie wszyscy, ty zostaniesz. – powiedział Harry
- Mogę chodzić. – warknęłam. – Dam sobie radę.
- Tak jak dzisiaj ze schodami.
- Zamknij się. Samochody zostaną tutaj, - wskazałam na początek szlaku.
- Wędrówka zajmie nam cały dzień. – zauważyła Eleonor.
- Nie mamy innego wybory. – wtrącił się Niall.
            Chłopak od kilku dni praktycznie nie funkcjonował. Notorycznie był pogrążony w myślach i nic do niego nie docierało. Dopiero dzisiaj jak zaczęliśmy omawiać odbicie Lu, orzeźwił się jak na zawołanie. Chyba naprawdę się o nią martwił. Muszę to powiedzieć…słodko. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Jutro z rana?
- Nawet po południu, nie wiemy co Mark jej zrobił. – powiedziałam.
- Jestem za. – powiedział Liam.
- Ja też. – wypalił Niall.
- Mi bez różnicy. – wtrącił Harry. Zdrową nogą kopnęłam go w kostkę. – Znaczy mogę jechać od zaraz.

- Nie ma co głosować, zbierajmy dupy i jedziemy. – powiedział Zayn i zaczęliśmy zbierać potrzebne nam rzeczy. 

Rozdział 61

*Perspektywa Mii*
            Siedziała w czarnym bmw Harrego. Byłam ubrana na czarno. Sukienka z długimi rękawami i wydekoltowanymi plecami, ciemne rajtki i wysokie szpilki. Wyprostowałam włosy a usta pomalowałam na wściekło czerwono.
- Nie dasz sobie rady, powinienem tam z tobą iść. – kłócił się Loczek.
- Jezus maria Styles! Uspokój dupę, dobra? Dam sobie radę. Mam dać mu płytkę, odebrać dokumenty a jeszcze Liam go przyskrzyni. Proste logiczne – warknęłam.
- I tak nie dasz rady. Coś ci się stanie, mówię ci.
- Gadaj zdrów, wyjdę z tego cało. – parsknęłam. – Która godzina?
- Za dziesięć siódma.
- Czekaj tu na mnie. – poprosiłam i wysunęłam nogi z samochodu. Krokiem modelki, jak określił to Harry, ruszyłam w stronę małego baru. Drzwi otworzył mi jakiś goryl. Tak tu bez takich się nie obejdzie. Edward siedział przy stoliku z trzema pieskami. Ta nie ma to jak mieć ochroniarzy na zawołanie. Zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
- Masz to? – zapytałam.
- Wszystko co wiem. – pomachał plikiem dokumentów.
- Daj. – wyciągnęłam rękę.
- Płytka. – podałam mu a on wymienił się ze mną plikami. – Szkoda, że nikt nie może wiedzieć o mojej nowej tożsamości. Ładna jesteś, może przyłączysz się do mnie. – pochylił się nad stołem.
- Widzisz, gdybyś miał tu komputer zrozumiałbyś ze brakuje jednej rzeczy. – zaśmiałam się. – Dowód to nie taka błahostka. – usłyszałam jak facet za mną odbezpiecza pistolet i przykłada mi go do głowy.
- Nie masz wyboru. – wyciągnęłam telefon. Wysłałam wiadomość do Liama. Po chwili pojawił się w drzwiach i podrzucił kolejną płytkę.
- To co, koniec twojego pięknego życia. – Zacząłem stukać paznokciami o blat stołu. Uśmiechnęłam się tajemniczo.
- Tobie co tak do śmiechu?
- Gdybyś nie zauważył, ten mężczyzna który przed chwilą tu wszedł…- przerwałam. – Jest oficerem policji. – dokończyłam i wstałam gwałtownie.
            Jednym ruchem wbiłam łokieć w brzuch goryla który stał za mną. Wyrwałam mu pistolet z ręki i strzeliłam do dwóch pozostałych ochroniarzy Edwarda. Zobaczyłam jak mężczyzna z którym negocjowałam informacje o Lucy mierzy we mnie gnatem. Schowałam się za filar który podpierał ścianę ale za późno. Oberwałam w nogę. Krzyknęłam głośno.
            Do baru wpadła policja. W samą porę Liam. Zaczęłam się wydzierać jak zdesperowana kobieta, która znalazła się tu przez przypadek. Jeden z policjantów kazał mi szybko wyjść z budynku. Kiedy zniknął z pola widzenia, odetchnęłam spokojnie i przybrałam maskę spokojnej kobiety. Kulejąc wydostałam się z budynku, trzymając plik informacji o Lu pod pachą. Tuż przy wyjściu stał eden policjant. Lekko się zachwiałam na nogach, udając że jestem w szoku.
- Wszystko dobrze?
- Tak, tak. – pokiwałam głową.
- Proszę jechać do szpitala. – ten też nie zauważył krwawiącej nogi, było za ciemno.
- Dobrze. – pokiwałam głową na znak ze rozumiem i szybkim krokiem ruszyłam w stronę samochodu Harrego. Gdy była jakieś kilka metrów od auta Styles wyskoczył z pojazdu.
- Mówiłem że ci się coś stanie. – powiedział po czym wziął mnie na ręce. Syknęłam z bólu. Usadził mnie na fotelu. Schyliłam się po torebkę po czym odczepiłam od niej pasek. Szybko zacisnęłam go mocno na udzie.
- Wytrzymasz? Perrie ci to zaszyje.
- Mamy sprzęt medyczny? – zapytałam.
- Tak, mamy, nie tylko tu masz sporo kasy. – zaśmiał się.
- Pierdol się Styles.
- Nie mam z kim. – zaśmiał się. – Wytrzymaj jeszcze trochę.
- Mogę zamknąć oczy? – zapytałam, wiedziałam ze szybko tracę krew.
- Chyba cię pojebało, nie waż się. – warknął.
- Spokojnie Harry be spiny.
- Zacisnęłaś?
- Nie widzisz? – sapnęłam wskazując na pasek od torebki. – Boli. – jęknęłam.
- Dasz rade. Wejdziemy przez windę w twojej garderobie. – oznajmił.
- Daleko jeszcze?
 - Myślałem że jesteś twarda.
- Kurwa Styles jebnij sobie kulką nogę, przebiegnij sprintem na szpilkach kilka uliczek. Pogadamy jak to zrobisz. – powiedziałam lekko przymykając oczy.
- Hej, nie zamykaj, oczu. Już jesteśmy. – Usłyszałam jak wysiadł z samochodu. Po chwili wziął mnie na ręce. – Mia, otwórz oczy. Trzymasz teczkę?
- Tak, mam ją. – powiedziałam przyciskając papiery do piersi. Harry wszedł do domu i pognał po schodach do mojego pokoju. Jedną nogą kopnęłam drzwi od garderoby bo Harry miał zajęte ręce, niosąc moje ciało. Wszedł do windy i pociągnął za dźwignię która uruchamiała klatkę w szyldzie.
            Czułam narastając ból w nodze ale nie odważyłam się wydać z siebie ani jednego dźwięku. Jestem twarda, mogę powiedzieć że mnie coś boli, ale nie mam zamiaru płakać, wydzierać się, stękać. Nie jestem słaba.
- Perrie! – chłopak krzyknął.
-Nie drzyj mordy.
- Skarbie, wolałbym żebyś żyła. – zaśmiał się i szybkim krokiem położył mnie na dużym stole, na którym zazwyczaj układałam dokumenty.
- Nie na tym stole, jest z drewna kauczukowego, kosztował pięć tysięcy w zaokrągleniu. – jęknęłam.
- Ma postrzeloną nogę a przejmuje się stołem który kosztował dużo pieniędzy. – zakpił Harry.
- Boże, daj mi spokój, proszę cię tylko żebyś mnie położył w innym miejscu.
- Nie, tutaj jest dobrze. Nie ma kuli, więc cię tylko zaszyję. – uśmiechnęła się Perrie.
- Świetnie będę miała blizny.
- W takim miejscu że nikt nie będzie widział. – wypalił Harry.
- W bikini skarbie mnie nie zobaczysz. – zaśmiałam się słabo i położyłam posłusznie na stole.
- Zrób tak żeby tego nie było widać – usłyszałam jak Harry szepce do blondynki.
            Wiedziałam że wzmianka o bikini na niego zadziała. To było pewne. Ha, że też on nie myśli o niczym innym jak o moim tyłku. Dzięki Styles za poprawienie humoru.

*Perspektywa Lucy*

            Plan tego jak się stąd wydostać nie był w prawdzie doskonały ale mógł się udać. Miałam dość dużo informacji bo gość który przychodził do mnie z marną miską zupy mlecznej do jedzenia codziennie wieczorem i rano, miał mózg wielkości fistaszka, więc spokojnie mogłam go pytać o co tylko dusza zapragnęła. Był jeden minus tego niedopracowanego planu. Mianowicie mój stan zdrowia. Nie spałam od kilku nocy, super, moje nogi w każdym miejscu mają cięcia, dziękuję ci Mark, są zajebiste, i to że ledwo stoję na nogach. Ostatniego wieczoru zauważyłam że na plecach Daisy jest mały plecach. Był tam mój telefon, jej dokumenty, kluczyki od auta, pistolet i kosmetyki. Zdjęłam go z jej sztywnego ciała i schowałam w kratce wentylacyjnej. Tak jest. Szybka ucieczka. Ten gość co dawał mi jedzenie miał na imię Markus. Idiota. Powiedział mi że wieczorami to tylko on tu siedzi bo reszta musi wrócić do cywilizowanego życia. Stary masz przekichane. 

Rozdział 60

*Perspektywa Mii*
            Wszyscy dalej byli w terenie a ja odchodziłam od zmysłów. Lucy jest największą fajtłapą na ziemi. Może ma te swoje różna czary mary ale nie poradzi sobie z takim człowiekiem jakim jest Mark. Patrzyłam na telefon. Wysłałam do wszystkich kontaktów wiadomość z prośbą o informacje gdzie przebywa Lucy. Nikt się nie odezwał. Byłam rozwalona.
            Harry co chwila przeklinał do komputera. Od kilku godzin bawił się w serwerach Marka. Podała mu każde hasło ale niestety wszystko zostało pozmieniane. Chciał je skrakować ale nie wyszło, zbyt dobre zabezpieczenia. Patrzyłam tępo w Iphone’a. Nic ani jednej wiadomości.
- Nie patrz się tępo w ekran telefonu. Zaraz wypalisz w nim dziurę. Lepiej coś zrób. – zaśmiał się loczek. Popatrzyłam tępo w ścianę. Jebać to! Liam nie jest moim szefem nie należę do jego gangu. Traktuję mnie jak szmatę po co mam go słuchać.
- Idę na miasto. – powiedziałam. – Bezczynność mnie zabija. – wstałam z ziemi i ruszyłam do windy prowadzącej do mojej garderoby.

*Perspektywa Lucy*
            Nogi strasznie mnie bolały. Mark przychodzi co godzinę. Co godzinę robi mi kilka nacięć. Tym razem dał sobie spokój. Sądząc po tym że żadne światło nie wpada przez małe okienko było już późno. Ramieniem zaczęłam trzeć taśmę, po chwili zaczęła się odklejać. Udało się. Zrzuciłam kawałek przylepnego papieru na ziemię.
- Dobra, jedno załatwione. Teraz drugie. – spojrzałam na nogi. To wyzwanie będzie trudniejsze. Ciało Daisy leży dość daleko. Wątpię żebym wstała. Ale warto spróbować. Zgięcie nóg wiele mnie kosztowało. Myślałam że zacznę krzyczeć w niebo głosy ale na szczęście się powstrzymałam.
Ledwo trzymając się na nogach Podeszłam do Daisy. Usiadłam do niej tyłem. Po chwili poczułam zapach trupa.
- O kurwa ale jedzie. – wydusiłam z siebie. Przestałam oddychać przez nos by nie czuć okropnego zapachu. Skrępowanymi nadgarstkami zaczęłam grzebać w kieszeniach jej spodni. Dopiero w kurtce znalazłam kluczyki od kajdanek. Odpięłam metal od dłoni.
- Bam! 10 punktów dla Lucy Milla’y! – zaśmiałam się. Ledwo trzymając się na nogach podeszłam do drzwi. Pociągnęłam za klamkę.
- Kurwa. – Zaklęłam. Poszukałam dziurkę od klucza nie ma. Boże drzwi są do otwarcie tylko od jednej strony. Nagle wpadłam na pomysł. Uklękłam koło Daisy lekko się krzywiąc i wyjęłam jej telefon. Chciałam wysłać wiadomość do kogoś no ale oczywiście miała symbol do narysowania na ekranie. Wolałabym wpisać hasło słowne lub cyfrowe. Znaczki to coś czego nie da się rozszyfrować.           
            Stanęłam obok zakratowanego okna. Wyjrzałam na pole. Stali tam ludzi. Schowałam się tuż przed tym jak ktoś popatrzył w moją stronę. Chwyciłam kajdanki po czym zakułam sobie sama nadgarstki a kluczyk wsunęłam do tylnej kieszeni spodni. Usiadłam na materacu. I oparłam głowę o ścianę.

*Perspektywa Nialla*
            Wskoczyłem do studni i wszedłem do ”małej” kryjówki Mii. Dziewczyna miała kasę i pomysł. W ogromnym pomieszczeniu siedział tylko Harry przy komputerze.
- Gdzie brunetka?
- Poszła w teren.
- Liam nie będzie zadowolony.
- Co mi się wydaje że znajdzie najwięcej.
- Co ty nie powiesz. – zaśmiałem si pod nosem. W rzeczywistości miałem nadzieję że ktoś znajdzie wszystkie informacje. Byłem rozbity od  środka. Na mieście nie byłem w  stanie zrobić niczego. Plątałem się tu i tam. Po klubach popytałem kilka typków ale to wszystko o zrobiłem.
            Powoli wszyscy wracali oznajmiając braki informacji. Super. Brakowało Liama i Mii. Po chwili do pomieszczenia wszedł Liam.
- Dalej szukają. – westchnął. – A wy coś macie.
- Nic, kompletnie nic. – powiedziała Perrie tuląc się do Zayna.
- Gdzie Mia?
- Wyszła jakieś dwie godziny temu. Podejrzewam ze szuka informacji. – zaśmiał się Harry.
- Skoro sześć osób nic nie znalazło w przeciągu kilku godzin ona nie zrobi wiele więcej w dwie. – zakpił Liam.

*Perspektywa Mii*
            Wbiegłam do garderoby z rękami pełnymi papierów. To były chyba najintensywniejsze poszukiwania w moim życiu. Miałam masę dokumentów, skrawków papierów, kawę, faktury, pliki. Wszystko. W windzie zdążyłam jeszcze założyć włosy za ucho. Wyszłam z małej klatki i pobiegłam do Sali głównej. Wszyscy siedzieli przybici. Położyłam wszystko na stole.
- To wszystko co znalazłam. W ciągu dnia wiele się nie znajdzie, ale jak widać udało mi się dokonać niemożliwego. – powiedziałam z dumą w głosie.
- Jak ty to robisz. – zapytał Liam
- Mam wtyki, i wiem gdzie szukać. Nie chciałeś mnie puścić na miasto, miała bym tego więcej. – uśmiechnęłam się i zaczęłam wyjmować pliki. – Mam pewien plan jak zdobyć informacje o Lucy.
- Mam rozumieć że masz wszystko tylko nic o Lucy.

- Liam sam się postaraj. Mam wszystkie informacje o osobach którzy wiedzą coś o Lu. A jeden z nich wie bardzo, bardzo dużo. Plan jest taki…

Rozdział 59

Z dedykacją dla Patuu oraz mojej kochanej Julci, która mi bardzo pomaga w tworzeniu tego FF

Pobiegłam na tyły mojego domu i stanęłam tam gdzie kończyła się droga polna. Po tym jak znalazłam ukryte podziemia mojego domu, postanowiłam je wyposażyć na własną rękę. Siłownia, centrum informatyczne i wszystkie papiery dotyczące gangów, które mogły by zagrozić Lucy. Wszystkie plany, informacje, CV. Ci ludzie nie mieli przede mną tajemnic. Czekałam na cały gang. Chodziłam tam i z powrotem co chwila przejeżdżając rękami po włosach. Tylko nie Lucy, dlaczego ona, boże! W środku byłam rozłamana na tysiące kawałeczków. Była dla mnie bardzo, bardzo ważna. Jak siostra. W końcu pojawiły się dwa samochody. Wszyscy wysiedli a ja skinęłam głową aby szli za mną. Nikt o nic nie pytał. Stanęłam na murku studni. Zrobiłam krok w przód i wskoczyłam do środka. Zapaliłam latarkę w telefonie i znalazłam drzwi w ścianie studni. Przekręciłam gałkę i weszłam do wąskiego korytarza. Zdążyłam zmienić oświetlenie. Zaklaskałam dwa razy i światła zaczęły się zapalać wzdłuż tunelu. Każde po kolei.
- Na co czekacie?! – krzyknęłam do góry. Po chwili usłyszałam za sobą jak ktoś ląduje.
            Cały gang mnie dogonił. Weszliśmy do hali. Było tak jak zaplanowałam. Centrum dowodzenia, sala treningowa, telewizor i regał z papierami
- Wow. –wydusił z siebie Harry.
- Chodźcie. – pokazałam ręką aby podeszli do komputerów. Na ekranie wyświetliły się akta Judi w sensie Daisy. – Porwała kilka osób dorosłych, ale ogólnie do tej kidnaperem. Porwanie Lucy zostało z góry zaplanowane. - Podeszłam do kolejnego komputera. – Dzisiaj to wszystko znalazłam. To maile Marka i naszej Judi. Dostała sporo kasy za dostarczenie Milla’y na drugą stronę Londynu, nawet mieli plan B. Jeżeli Daisy nie udałoby się dostarczyć Lucy przed tym jak otrzymają wyniki badań. – odpaliłam kolejny monitor pokazujący doktora prowadzącego Lucy po jej wypadku ze wzrokiem. – Ten lekarz nie ma zrobionej żadnej specjalizacji. Nie jest nikim ważnym, on nie powinien pojawić się na oddziale neurologicznym. Miał za zadanie podmienić wyniki badań w razie takiej potrzeby. – zakończyłam.
- Kiedy się tego dowiedziałaś? – zapytał Liam.
- Dzisiaj rano zaczęłam składać to wszystko do kupy. Zrozumiałam to tuż przed tym jak zadzwoniłam do Nialla. – oznajmiłam.
- Dobra, robimy tak. Harry i  Mia. Siedzicie przy komputerach. Ja zgłoszę porwanie w policji a Zayn, Perrie, Louis, Eleonor i Danniele w teren.
            Niall chrząknął znacząco.
- W teren.
- Mam lepszy pomysł. – zaśmiałam się. - Niall jest równie dobry w komputerach co ja. Tutaj nie mam nic do ukrycia, więc mógł by posiedzieć z Harrym. Ja mam wtyki w każdym zakątku miasta. W terenie pójdzie mi lepiej. – wypaliłam.
- Zmienicie się jutro. - zignorował to co powiedziałam.

***
- I masz coś? – zapytał mnie Harry.
- Dupa. Nikt nic nie ma. A to już połowa moich kontaktów – jęknęłam.
- Kurwa ja też nic nie mam.
            Odwróciłam się do niego.
- A co jak się nie uda, jak znajdziemy ją a będzie za późno?
- Na pewno nam się uda. Niall i Liam doprowadzą nas do niej. – patrzył w komputer. Ja czułam jak napływają mi łzy do oczu. Harry musiał to zauważyć.
- Hej, nie przejmuj się. – wstał od komputerów i usiadł obok mnie. Objął mnie ramieniem i pomasował jak starą przyjaciółkę. – Lucy nic nie będzie…

***
*Perspektywa Lucy*
            Kurwa wpadłam w niemałe kłopoty. Ręce miałam skute kajdankami, a usta zaklejone taśmą. Nie mogłam ruszyć nadgarstkami bo jeden ruch powodował wbicie się metalu w skórę. Siedziałam na materacu w ponurej piwnicy. Cegły, masa kurzu, materac i ja. Włosy miałam potargane po tym jak Judi…znaczy Daisy mnie tu zaciągnęła. Spuściłam głowę. Moje życie jest do dupy. Mogłam się zabić w tedy w łazience. Boże. Poczułam łzy na policzkach. Nie mogę płakać bo doprowadzę się do samobójstwa. Mam zalepione usta, płacz równa się katar, katar – zatkany nos, zatkany nos – brak dopływu powietrza do płuc czyli uduszenie. Szybko się uspokoiłam. Oparłam głowę o ścianę. Było mi niewygodnie. Ręce skrępowane z tyłu były najgorszą rzeczą która utrudniała mi wydostanie się stąd.
            Do pomieszczenia wszedł Mark z Daisy. To nie wróżyło dobrze. Przełknęłam głośno ślinę. Mark kucnął przy mnie oderwała mi taśmę z ust. Od razu ułożyłam wargi w cienką linię.
- No to co, zaczynamy? – zapytał Mark. – Pliki z projektami broni. Gdzie są?
- Myślisz że wiem? – zakpiłam.
            Oberwałam w policzek. Mark wyciągnął nóż.
- Ej dobra, ja się pisałam na samo porwanie, nie mam zamiaru być świadkiem takich rzeczy.
- Zostajesz. – warknął.
- W snach. – wyśmiała go a on wyciągnął pistolet i wycelował w nią.
- Jak tak dalej pójdzie to ciebie tu za kilka sekund nie będzie. – wypalił.
- Też mam pistolet i nie macham nim na prawo i lewo. – to był duży błąd Daisy.
            Usłyszałam trzask. Drgnęłam. Patrzyłam z niedowierzaniem patrzyłam jak ciało Daisy upada na posadzkę. Mark odwrócił się do mnie. Zamienił gnata na nóż. Byłam w złym położeniu. Miałam na sobie krótkie spodenki, rajtki, krótki rękawek i kurtkę dżinsową.
- To co skrócimy ci rajtki? – zaśmiał się i potargał materiał ukazując moje chude nogi. Ściągnął je i rzucił za siebie. Moje stopy były gołe.
- To jeszcze raz. – zaczął. – Pliki związane z bronią.
- Nie wiem. – powiedziałam zgonie z prawdą.
            Mark zrobił długie nacięcie na mojej nodze. Krzyczałam. Bolało, cholernie bolało. Boże, co ja mam zrobić.
- Gdzie są pliki.
- Nie wiem. – odpowiedziałam po raz kolejny a ten wykonał kolejne cięcie, na drugiej nodze.
- To co?
- Nie wiem. – kolejna krwawa kreska.
- Na pewno? – zapytał przykładając nóż do skóry.
- Tak. – znów przejechał po mojej nodze.
            Krzyczałam, bardzo głośno, krzyczałam. Dostałam w policzek.
- Zamknij się! – krzyknął a ja się skuliłam. – Słuchaj suko, nie zabiję cię z jednego względu. Twoi przyjaciele mają zginąć. Ty będziesz cierpieć. Bardzo, a kiedy cię znajdą, zostaną zamordowani. Każdy po kolei. Jak będziesz mówić, to nie będę robić tego. – wykonał jeszcze dwa na cięcia. Musiałam krzyknąć.
            Tym razem nie uderzył mnie tylko wziął kurz z ziemi i sypnął nim w moje rany. Już miałam krzyknąć kiedy zalepił mi usta. Usłyszałam swój zduszony pisk. Poklepał mnie po policzku.
- Na razie mała. – zaśmiał mi się prosto w twarz i wyszedł.
Spojrzałam na swoje nogi. Potargane rajtki wystawały spodenek. Uda były ponacinane i brudne od kurzu. Boże. To nie skończy się dobrze. Wiedziałam że moje oczy były wielkie, z przerażenia. 

Kolejny rozdział, więc tak, mam kilka na zapas, ale wracamy powoli do rzeczywistości. Szkoła dla mnie już w czwartek i na dzień dobry dwa sprawdziany więc rozdziały nie będą się pojawiać codziennie, niestety. Mam nadzieję że Nowy rok przyniesie wam wiele dobrego, życzę wam spełnienia marzeń, spotkania chłopców XD, dobrych ocen zajebistego sylwka i w ogóle.
I prosiłabym waz abyście skomentowali rozdział, bo nie wiem, ile was czyta. Jak nie macie konta można z anonima, weźcie się w tedy podpiszcie jak *Patuu której bardzo dziękuję, bo niektóre jej komentarze sprawiły że nie raz z krzesła spadłam.