wtorek, 24 września 2013

Rozdział 15

- Dobra nie czekaj na mnie, bo coś mi się zdaje że i tak nie da za wygraną. – powiedziałam do Mii i odwróciłam się na pięcie.
- Ta?
- Wsiadaj. – rozkazał.
- Nie chce mi się, nigdzie nie idę. No może ewentualnie do domu się przespać. – oznajmiłam.
- Nie utrudniaj mi tego i wsiadaj. – zażądał.
- Nie. – powtórzyłam.
- Wsiadaj. – krzyknął i się wzdrygnęłam.
- Dobra już dobra. Bez nerwów. – burknęłam i blondyn otworzył mi drzwi do samochodu.
            Zajęłam grzecznie swoje miejsce i zapięłam pas. Plecak rzuciłam do tyłu a owieczkę przyłożyłam do brzucha. Chłopak odpalił silnik i wyjechał z parkingu szkolnego. Siedziałam cicho dociskając owieczkę z termoforem do brzucha.
- Co to?
- Termofor. – wyjaśniłam.
- Nie rozumiem. – mruknął.
- Czego?
- Wczoraj jeszcze bałaś się do mnie odezwać. A dzisiaj mi się stawiałaś.
- To zależy.
- Od czego?
- Od okresu. – burknęłam.
            Chłopak melodyjnie się zaśmiałam ja oblałam się rumieńcem. Ale wstyd. Zaparkowaliśmy koło jego domu. Chłopak wyskoczył z samochodu i otworzył mi drzwi. Podał mi rękę i wysiadłam z samochodu.
- Dlaczego mnie tu przywiozłeś? – zapytałam.
- Wolę cię mieć na oku. – powiedział.
- Masz mnie już na podsłuchu z nadajnikiem GPS, po co ci to wszystko?
- Żebyś się nie wygadała. – burknął i przepuścił mnie w drzwiach.
- Słyszałbyś jakbym się wygadała a potem znalazł. – byłam dociekliwa.
- Jeśli powiedziałabyś policji, znaleźli by technika, usunąłby twoją bransoletkę z ręki, a potem prze kalibrowałby nadajnik GPS aby dowiedzieć się kto Cię namierza. –wyjaśnił. – Dlatego wolę mieć cię na oku.
- Dobraaa? – przeciągnęłam ostatnią samogłoskę. – A powiedziałeś mi to bo?
- Pytałaś. – burknął i zajęłam miejsce na stołku w kuchni.
- Zagotowałbyś wodę? – zapytałam czując że owieczka straciła temperaturę.
            Wstał i podszedł do elektrycznej kuchenki na której postawił czajnik. Po chwili woda była gotowa i wymieniłam wodę w owieczce. Przyłożyłam ją do brzucha a z reszty wody Niall zrobił herbatę. Upiłam łyk. Miętowa, moja ulubiona. Kiedy byłam w połowie usłyszałam dzwonek do drzwi. Chłopak podniósł się i poszedł otworzyć. Siedziałam spokojnie w kuchni kiedy do pomieszczenia wszedł Niall, Harry i jakiś chłopak z dziewczyną pod ręką.  Uśmiechnęłam się.
- Louis, Eleonor to Lucy.
- Cześć. – przywitałam się zeskakując ze stołka.
- Miło mi poznać. – uśmiechnęłam się brunetka.
- Mi również. – dodał niebieskooki.
- Wyjdźcie do gabinetu, zaraz tam przyjdę. – zwrócił się do przyjaciół. – Luzy poczekaj sekundę. – poprosił a ja usiadłam na stołku.
- Daleko masz do domu?
- To było pytanie retoryczne. – zauważyłam.
- Musisz już iść.
- Przed pięcioma minutami mnie tu przywiozłeś?! – byłam zła.
- Ale musisz już iść. – powiedział oschle.
- Nie mógł byś mnie zawieść? – zapytałam z nadzieją.
- Nie.
- Zachowujesz się jak dziecko! – krzyknęłam.
- A ty jak ostatnia sierota! – warknął.

            Wzięłam zamach i uderzyłam chłopaka w policzek. Gdyby nazwał mnie inaczej nie doszło by do tego. Nazywanie mnie sierotą jest totalnie nie na miejscy dlatego go uderzyłam. Po chwili wydarzyło się coś czego się nie spodziewałam. Chłopak najzwyczajniej w świecie mi oddał. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Chwyciłam owieczkę i trzaskając drzwiami opuściłam dom. 

5 komentarzy:

  1. buhahahahahahahhahahahahahahhaaaha pierwszaaaaaa <3 uuuuuu... Lucy sie chyba mocno obrazila... mam nadzieje ze jutro dodasz nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiste, szkoda że takie krótkie czekam na nexta :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. C U D O W N Y *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam Cię do nagrody LBA. Więcej informacji na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahah rozdział mnie rozwalił pozytywnie.Super.

    OdpowiedzUsuń