piątek, 6 września 2013

Rozdział 2

W tajnym pomieszczeniu leżał mężczyzna w białej, pokrwawionej koszuli. Pisnęłam. Zrobiło mi się niedobrze. O mało nie zwymiotowałam. Wyszłam z pokoju i pobiegłam na ple zaczerpnąć świeżego powietrza. Gdy znalazłam się na wolności nie mogłam zaczerpnąć świeżego powietrza, szybko wyciągnęłam z plecaka inhalator i wchłonęłam środek rozkurczający. Ponownie spróbowałam zaczerpnąć świeżego powietrza. Uff już mi lepiej.
- Co tam? Wszystko w porzo?
- Już mi lepiej, możesz minie odwieźć? – zapytałam.
- Wskakuj. Ellie! Zaraz wrócę! – krzyknął do jednej z brunetek.
            Pokazała kciuka w górę i chłopak wskoczył do samochodu. Zapięłam pas. Popatrzyłam na niego spod ukosa. Westchnął i wyciągnął portfel, też muszę z czegoś żyć a i tak nie zarabiam dużo. Chłopak dał mi pieniądze.
- Kiedy spałaś ostatnio?
- A ja wiem, cztery dni temu. – powiedziałam.
- Czemu nic nie mówisz? – zapytał.
- Kurde jak nie mam telefonu to jak mam się z tobą skontaktować?! Rodziców i rodziny nie mam, a na razie nie nazbierałam na najgorszą komórkę świata.
- Bieda piszczy w trawie. – zauważył.
- I to jak. – mruknęłam.
- Telefon i leki ci załatwię i masz mi mówić kiedy braknie ci w ziewów. – pokazał na inhalator.
- Dzięki. – wysiadłam z samochodu i pobiegłam do mojego śmiesznego mieszkania.
            Nie miałam mebli w sypialni nie licząc szafy na ciuchy. Książki zawsze walały się po podłodze razem z laptopem i kosmetykami. Spałam na ładnie pościelonym materacu z lampką koło głowy i lustrem po drugiej stronie pokoju. Kuchnia była połączona z salonem i przedzielał je tylko półścianek. Miałam lipną kablówkę i małą kanapę dwu osobową.  Rzuciłam plecakiem w kąt sypialni i przebrałam się. Związałam włosy w rozwalonego koka, zmieniłam bluzę i spodnie. Założyłam trampki i wyszłam z mieszkania.
            Weszłam do małej kawiarni i po chwili stałam na zapleczu wiążąc fartuszek z nadrukiem logo kawiarni. Stanęłam na kasie zmieniając Lolę. Zmianę miałam na wieczór do 23. 00. Nie miałam problemu pracując w nocy bo nie sypiałam. Klientów było mało, nigdy nie było tu tłumów może czasami kiedy jest rozpoczęcie albo zakończenie roku szkolnego.
            Dzisiaj obsłużyłam cztery kobiety i dwóch mężczyzn. Około 22.30 do kawiarni przyszedł Liam z siatką. Położyła ją na ladzie.
- Telefon razem z kartą i zapisanym moim numerem komórkowym i domowym i ewentualnie do pracy. Tu są leki. – podał mi siatkę i popatrzyłam mu w oczy.
- Skąd masz telefon. – zapytałam powoli.
- Lucy, nie nabiorę się na hipnozę. – zaśmiał się.
            Wiedziałam jak sprawić aby mi się udało. Położyłam rękę na jego ramieniu i spojrzałam mu w oczy.
- Liam skąd masz ten telefon. – zapytałam.
- Kupiłem. – wymsknęło mu się. – Jasna cholera, znowu. – warknął.
- Nie wezmę go. – powiedziałam wyciągając z siatki same leki.
- Lucy, posłuchaj mnie, nie masz nikogo, i praktycznie niczego, weź ten telefon, będę miał z tobą kontakt. Jest nowy fakt, wiem że nie cierpisz jak daję ci coś bez powodu. Ale będę mógł cię złapać w każdym momencie bo tamten telefon się zepsuł. Możesz usiąść i pogadać? – zapytał.
- Na razie nie ma nikogo to mogę. – uśmiechnęłam się i usiedliśmy przy małym stoliku.
- Jest tak, facet który został zamordowany miał kochankę. Znaleźliśmy ją na jego jachcie. Co za koszmar. – mruknął.
- Robi się ciekawie.- uśmiechnęłam się.
            Wyciągnęłam telefon z torebki i oniemiałam. To był Iphone.

- Zabiję cię! Liam jak mogłeś! – krzyknęłam.

3 komentarze: