poniedziałek, 9 września 2013

Rozdział 4

Wstałam rano bardzo zadowolona. Znalazłam szybko plecak i zapakowałam hiszpański i włoski, miałam mieć jeszcze biologię i geografię. Ale i tak wolę języki.  Uczę się jeszcze chińszczyzny. Szybko ogarnęłam włosy i nałożyłam korektor na skórę gdzie miałam piegi których nienawidziłam.
            Chwyciłam torbę iw rzuciłam do niej nowy telefon. Wybiegłam z mieszkania i złapałam busa. Wskoczyłam do niego i zapłaciłam za bilet. Popatrzyłam na zegarek. Za piętnaście. Może zdążę, pierwsze sprawdzian z Hiszpańskiego. Wybiegłam z busa i po chwili byłam pod gmachem szkoły. Równo z dzwonkiem znalazłam się w klasie. Zajęłam swoją ławkę i dostałam arkusz z testem. Jak zwykle banał. Czekałam tylko na sms od Liama żeby wydostać się ze szkoły.
            Na nieszczęście cały dzień tkwiłam w szkole czyli nie było żadnej zagadki do rozwikłania. Szkoda. Nagle ktoś skoczył na mnie od tyłu a ja się przestraszyłam.
- Czego ty się nie boisz? – zapytał znajomy głos.
- Cześć Mia. – uśmiechnęłam się do koleżanki.
- Jest bal maskowy, idziesz?
- Nie mam maski, ani sukienki. – westchnęłam.
- Pożyczę ci coś, albo nawet dam. – uśmiechnęła się.
            Mia nie wiedziała o mojej sytuacji ale była bardzo hojna. Raz dostałam od niej oprawki do okularów i byłam jej za to naprawdę wdzięczna. Umówiłam się z nią po lekcjach że razem pójdziemy do niej. Uśmiechnęłam się i zabrałam z szafki włoski. Po chwili siedziałam i słuchałam jak pani przynudza o odmianie czasowników. Ale nudy. Rysowałam po okładce i starałam się udawać że słucham tego co ględzi pani profesor. Wyciągnęła telefon i napisałam do Payne’a, ze idę dzisiaj na bal, żeby nie dzwonił.
            Znalazłam Mię i poszłyśmy do niej do domu. Jak zwykle zdziwiłam się wielkością jej domu. Chwyciła mnie za rękę i wyciągnęła na górę po potężnych wysokich schodach. Wciągnęła mnie do pokoju a potem do garderoby.
- Wyciągnij, wszystkie sukienki jakie ci się spodobają i znajdź mnie, będę tam. – pokazała na kolejny pokój w garderobie. Maskę też wybierz.
            O nie, zostałam sama z modą, ja się nie znam. Znalazłam jedną błękitną sukienkę sięgającą do ud bez ramiączek. Miałam też białą maskę i białe baletki. Podeszłam do Mii i Pokazałam jej mój zestaw.
- Ładnie, ja mam to. – pokazała srebrną maskę, złote szpilki i różową sukienkę po uda.
            Kazała mi się przebrać i usiąść przy toaletce. Posłusznie wykonałam polecenie. Po chwili siedziała przy mnie i prostowała mi loki. Rozmawiałyśmy o chłopakach i jakimś cudem przeszłyśmy do mojego tematu.
- Jesteś jasnowidzem? – zapytała.
- Nie. – zaśmiałam się. – mój tata był iluzjonistą i uczyłam się manipulować ludźmi od dziecka, to proste, mama dużo pracowała i wychowywał mnie ojciec, potem oboje zostali zamordowani w napadnie na bank. – mruknęłam. – byłam przy tym, i teraz wykorzystuję wszystkie nabyte zdolności w życiu codziennym.
- Nie wiedziałam. – mruknęła dalej prostując mi włosy. – Jak ty to robisz?
- Żaden magik nie zdradza swoich sztuczek. – wypaliłam uśmiechając się pod nosem.
            Upięła mi włosy w wysokiego kucyka i podpięła go kokardą. Wstałam i zamieniłyśmy się miejscami. Tylko że ja robiłam jej loki. Zrobiłam jej dwa kucyki i spięłam kolorowymi gumkami. Wyglądała uroczo, jak mała dziewczynka, uśmiechnęłam się.
- Co jest?
- Masz dołeczki. – uśmiechnęłam się i wsadziłam jej palec w zagłębienie.
- No wiem. – zaśmiała się i rzuciła mi torebkę.
            Chwyciłam ją i wskoczyłyśmy do samochodu Mii. Podrzuciła mnie pod kamienicę a ja zdążyłam wymienić torebkę i wróciłam do samochodu. Usiadłam w fotelu i zapięłam pas. Ruszyłyśmy do szkoły. Mia zaparkowała obok czarnego bmw i wysiadłyśmy z samochodu.
- To idziemy na podbój. – powiedziała.
- Ja ni musze pobijać. – zaśmiałam się i weszłyśmy na salę gimnastyczną gdzie odbywała się dyskoteka. Założyłyśmy maski i wkroczyłyśmy do akcji. Tańczyłam z kumplami z klasy a w pewnym momencie w środku sali zaczęli tańczyć breakdance i wszyscy klaskali do rytmu. Byłam zachwycona tym wieczorem. Wszyscy świetnie się bawili i było słychać i wyłącznie śmiechy. Impreza skończyła się około drugiej rano. Wyszłam ze szkoły. Chuchnęłam i z moich ust wydobyła się para. No było naprawdę zimno. Ruszyłam powoli w stronę domu. Wiedziałam że nie będę wstanie wstać rano więc postanowiłam wejść do sklepu całodobowego który był pod moim domem.
            Popchnęłam lekko drzwi i wślizgnęłam się do środka.

- Dobry wieczór. – przywitałam właściciela sklepu i ruszyłam między regałami w poszukiwaniu mleka. Chwyciłam dwa kartony mleka i podeszłam do pojemników z bułkami. Właśnie szłam do kasy kiedy przed drzwi do sklepu wpadło dwóch zamaskowanych gości. Cofnęłam się za półkę zastanawiając się czy zaraz nie umrę ze strachu.

2 komentarze: