wtorek, 10 września 2013

Rozdział 5

Nie ruszałam się. Mężczyźni mieli kominiarki więc nie widziałam ich twarzy. Kucnęłam za regałem i oglądałam wszystko przez małą szparkę między opakowaniami płatków. Zaczęli coś krzyczeć.
- Oddaj całą kasę.
- Ani mi się śni, nie jestem wam nic winien.
- Ach tak? – zapytał jeden z nich. – A kto pożyczył ci kasę na rozkręcenie biznesu a potem jej nie oddałeś? – Irlandczyk, słychać po akcencie.
- Oddałem co do grosza.
- Łżesz. – to był ewidentny Brytyjczyk. – Nic nie oddałeś.
            Nagle właściciel sklepu wyciągnął broń i w momencie jeden z zamaskowanych strzelił a ja pisnęłam, zwracając tym na siebie uwagę. Przełknęłam ślinę i siedziałam nieruchomo czekając na rozwój wydarzeń. Poczułam coś chłodnego przy skroni.
- Siedzisz cicho, i idziesz z nami, inaczej pożegnaj się z życiem. – usłyszałam irlandzki akcent.
            Podniosłam się z ziemi i chwyciłam torebkę. Mężczyźni wyprowadzili mnie ze sklepu i wpakowali do samochodu. W aucie obaj ściągnęli kominiarki. Za kierownicą siedział zielonooki chłopak o kręconych włosach, a obok mnie przykładając broń do głowy chłopak z niebieskimi oczami i blond włosami, farbowanymi. Nie lubi naturalnego koloru włosów, ma przejścia w rodzinie. Sądząc po tym jak na mnie patrzy nie jest zadowolony z faktu że ktoś ich przyłapał. Zalepił mi usta taśmą klejącą i związał ręce z przodu. Czułam jak po policzkach lecą mi łzy. Pociągnęłam nosem.
- Nie płacz, nic ci nie będzie jeśli nie będziesz próbowała uciec ani krzyczeć. – zapewnił mnie blondyn i wiedziałam że to on jest z innego kraju. Położył mi rękę na udzie i od razy wierzgnęłam nogą na znak że ma ją zdjąć.
            Chłopak się zaśmiał i od razu zawładną mną strach. Zatrzymaliśmy się za miastem przy ogromnym domu położonym z dala od drogi głównej. Blondyn wyciągnął mnie z samochodu i przerzucił sobie przez ramię i zaniósł mnie do salonu. Posadził mnie na kanapie i zlustrował mnie wzrokiem od stup do głów.
- Ściągnę ci taśmę ale masz nie krzyczeć ani nie uciekać inaczej kulka w łeb. – zagroził i usiadł koło mnie.
            Odkleił mi taśmę z ust a ja od razy zwinęłam je w cienką linię. Chłopak zaczął odklejać taśmę z rąk. Siedziałam cicho nawet nie patrzyłam na Irlandczyka tylko na jego dłonie sprawnie pozbywające się taśmy z moich nadgarstków. Kiedy ta moich dłoniach nie było taśmy chwyciłam w palce skrawek sukienki i zaczęłam go miąć.
- Wyjdę na chwilę i zaraz wracam, nie ruszaj się. – oznajmił i wyszedł z pokoju a ja tylko wstałam z kanapy i usiadłam w rogu pokoju i zwinęłam się w kulkę. Chciała bym właśnie pójść spać, zasnąć i nie wiedzieć co właśnie dzieje się wokół mnie. Dlaczego postanowiłam pójść do tego pieprzonego sklepu. Jezu. Po moich policzkach znów spłynęły łzy. Wbiłam wzrok w wazon. Ze strachu zaczęłam na nowo płakać.
            Blondyn wrócił do pokoju, i najpierw zaklął a potem się zdziwił widząc mnie w kącie pokoju. Nie podszedł do mnie, nie przejął się mną tylko usiadł na kanapie i zaczął oglądać mecz. Po chwili do salonu wszedł lodowaty.
- Niall co z nią robimy?
- Daddy wróci za dwa dni to on zdecyduje.  – odparł.

            Niall – ładnie, imię nadawane w Irlandii. Osoba energiczna, zdeterminowana, rozważna, opiekuńcza, porywcza silna. Ulubiony kolor tego chłopaka to fiolet, jego rodzice nie żyją, ma brata. Jest po przejściach. Patrzyłam tępo w wazon usiłując zastanowić się nad czymkolwiek co ma sens. 

5 komentarzy:

  1. kocham to opowiadanie <3 czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdzial .Nie mogę się dczekać następnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku. Już kocham tego boga.;)
    Czekam na kolejny.<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku. Już kocham tego boga.;)
    Czekam na kolejny.<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Błagam daj jak najszybciej nexta!!!!! Blog zajebisty nie moge sie doczekać dalszego rozwoju wypadków ;**** <3 <3 <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń