piątek, 11 października 2013

Rozdział 24

Usiadłyśmy w pierwszym rzędzie, całe podekscytowane pokazem. Usiadłam na krześle co chwila patrząc na Mię z bananem na twarzy. Zaczęłam bujać kolanem w górę i w dół. Mia chwycił mnie za nogę.
- Przestań, to nie kulturalne. Złącz nogi albo skrzyżuj w kostkach. – poprosiła.
            Wykonałam rozkaz, po chwili światła przygasły, na wybiegu zaczęły pojawiać się modelki. Kiecki były różne. Takie które dało by się założyć w miejsce publiczne i takie w których nikt by się nigdzie nie pokazał. Mii świeciły się oczy do niektórych sukienek.
- Patrz na buty. – szepnęłam do przyjaciółki.
- Boże, mój ociec zbankrutuje po tym wypadzie. – pisnęłam patrząc w buty. – Ja je muszę mieć.
- Mia mówisz tak o każdej rzeczy która ci się spodoba. – zauważyłam.
- Tak wiem, ale i tak kupie pewnie tylko cztery z wszystkiego. – mruknęła.
- Aż cztery?! – zapytałam. – Przecież te ceny są z kosmosu.
- Nie przesadzaj, projektantka to moja ciotka, bierze tylko tysiąc ode mnie za buty.
- Tylko? Dla mnie aż.
- Może chciałabyś coś?
- Mia, nie przeginaj, zabrałaś mnie tu, dajesz mi ubrania…
- Właśnie, ta kiecka jest już twoja. – uśmiechnęła się.
- Ja pierdole. – chciałam się złapać za głowę.
            Popatrzyłam na idącą modelkę.
- Ale bomba spódni…- właśnie się zorientowałam że Mia to usłyszała. – Nie kupisz mi jej, obiecaj.
- Nie. – pokazała mi język.
- Jesteś zakupoholiczką!
- Nie jestem. Moja mam była, i raz wyczyściła ojcu konto do zera, uwierz nie jestem zakupoholiczką. – powiedziała.

***
Po pokazie podeszłyśmy do projektantki i Mia zaczęła składać zamówienie. Oczywiście kupiła mi spódnicę i buty do niej, tak bo po co słuchać mnie, że jej nie chce, po co, po oc?!
Dziewczyna wypisała czek i wyszłyśmy z budynku.
- Jak ja cię nienawidzę.
- Też cię kocham Lucy.
- Jak ja ci się odwdzięczę? To kosztowało… - nie miałam pojęcia ile na mnie wydała.
- Razem cztery tysiaki, mało.
- Mia! Jak ja ci mam to oddać?
- Masz mi tego nie oddawać. – Odpaliła samochód. – Kupiłam ci to bo mam taki kaprys, a właśnie mogę u ciebie na siusiu?
- Nie bo mi jeszcze mieszkanie wyremontujesz.
- To nie był by taki głupi pomysł…ale wolałabym kupić ci nowe.
- No jasne! A potem pieniądze na czynsz miałabym z kosmosu tak?
- Ode mnie.
            Zmroziłam ją wzrokiem.
- Jezus, żartowałam no nie obrażaj się tak. – Szturchnęła mnie w ramię. – O jesteśmy.
            Przytuliłam ją na pożegnanie i wysiadłam z samochodu. Otworzyłam drzwi na klatkę. Pod drzwiami do mojego mieszkania stał nie kto inny jak Liam. Kuźwa co go tu przywiało.
- Lucy…
- Nie rozmawiam z tobą. – warknęłam otwierając drzwi do domu.
- Musisz dać mi wytłumaczyć.
- A niby co? To ze jesteś gliną? Że pracujesz też dla mafii? Ciekawe jak to wytłumaczysz bo jestem ciekawa. – stanęłam w framudze drzwiach.
- No w sumie… to masz racje nie mam wytłumaczenia.
- Tak myślałam. – Uśmiechnęłam się do niego złośliwie.
- Musisz mi wybaczyć bo… - zaczął ostrym tonem.
- Bo co? Słucham cię, bo co? Jeżeli chciałeś mnie nastraszyć to coś ci nie idzie Payne. Może twojego kumpla i się boję ale ciebie jakoś nie bardzo. Jesteś nie straszny. – warknęłam.
- Co tu się dzieje?! – usłyszałam sąsiadkę z na przeciwka.
- Nic pani Smith, kolega właśnie wychodzi. – Zatrzasnęłam za sobą drzwi i przekręciłam zamek.


5 komentarzy:

  1. uuu to sie wkurzyla :D dodaj szybko nextaaaaa <3

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny blog !
    Może by tak wspólna obserwacja? co Ty na to? ; )
    http://camode.blogspot.com/ ZAPRASZAM ;-))

    OdpowiedzUsuń
  3. jest superanncki kckckc

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako podklad muzyczny szlo w radiu OWOA xd
    Pisz dalej

    OdpowiedzUsuń