sobota, 12 października 2013

Rozdział 25

Taa, ja geniusz zostawiłam leki nasenne w samochodzie Nialla. Zajebiście, miłych snów Lucy, geniuszu. Uhg! Kretynka ze mnie, jak mogłam do tego dopuścić. Super, świetnie, wręcz rewelacyjnie. Usiadłam zła na kanapie, i włączyłam pudło zwane telewizorem. Włączyłam sobie jakąś komedię romantyczną i ułożyłam się na kanapie. Jakimś cudem zamknęłam oczy.

Dwunastoletnia dziewczynka trzymała tatę za rękę stojąc w raz z rodzicami w kolejce do konsultantki w banku.
- Tato, a pójdziemy na rollercoster jak będziemy w wesołym miasteczku?- zapytała mała brunetka.
- Lucy ty się niczego nie boisz. Weź sobie na wstrzymanie co? – zaśmiała się mama dziewczynki.
- Rosalie spokojnie, będzie pod moją opieką. – zaśmiałam się Mark. – A potem nauczę cię jeszcze kilku sztuczek.
- Uuu fajnie, to hipnotyzowanie przydało mi się po klasówce jak pani nie chc
iała mi dać głupiej czwórki.
- Mark! Nauczyłeś ją hipnotyzować, strzelać z pistoletu, co jeszcze? Za niedługo będzie z niej taka mentalista jak z ciebie.  – fuknęła niezadowolona kobieta.
- Ros, proszę cię.
- Mamo, dzięki temu jak mnie ktoś zaatakuje, to strzelę mu między oczy, dadadadada. – mała brunetka zaczęła udawać strzały z karabinu. Tata wziął dziewczynkę na ręce i posadził ją sobie na barana. Osoby stojące za nimi w kolejce patrzyła na rodzinę jak na wariatów. Mark nie odstępował odważnej córeczki na krok, a Rosalie usiłowała go od niej odciągnąć bo jej mąż uczył córkę nieprzyzwoitych rzeczy.
- Ludzie się na ciebie patrzą.
- No to co? Będę gwiazdą. – Lucy zaczęła się wachlować jak gwiazda i mrugać oczkami na wszystkie strony.
W pewnym momencie do budynku wpadła grupa ludzi ubranych na czarno w kominiarkach, zaczęli mierzyć do ludzi. Mark pośpiesznie zdjął córkę w barków i postawił ją na ziemi. Wszyscy zaczęli podnosić ręce do góry. Lucy stanęła za rodzicami.
- Nie ruszać się, bo strzelę. – warknął jeden z napastników, gdy drugi wyciągał pieniądze z kasy.
- Panowie spokojnie. Przecież nie trzeba do nikogo strzelać. – Mark chciał zahipnotyzować bandytę. Gdy wykonywał to co umie najlepiej ktoś zaszedł rodzinę od tyłu i odciągnął Lucy na bok przykładając jej broń do skroni.
- Nie mów nic, nie ruszaj się albo rozpieprzę małej łeb. – powiedział.
            Brunetka stała jak sparaliżowana, cała odwaga która była w niej przed pięcioma minutami wyparowała jak za tknięciem czarodziejskiej różdżki.
- Zróbmy tak, zamiast małej, weźmiecie mnie. Podejdę, wypuścisz małą. – zaczął mówić naprawdę spokojnie.
            Napastnicy się zgodzili, Mark został zamieniony na Lucy. Dziewczynka płakała w ramionach roztrzęsionej mamy. Kiedy do budynku wpadła policja, dla dziewczynki rozpętało się piekło. Mark został postrzelony w skroń. Rosalie płacząc rzuciła się na bandytów i w ten sposób sama pozbawiła się życia. Lucy stała jak sparaliżowana po środku budynku patrząc jak oprócz jej rodziców giną jeszcze cztery osoby. W końcu usiadła pod blatem stołu. W pewnym momencie obok niej pojawił się szesnastolatek.
- Cześć. – dziewczynka tylko na niego popatrzyła i wybuchła płaczem. – Jestem Liam moi rodzice znali twoich, chodź ze mną. – chłopak wyciągnął ją spod stołu.


            Obudziłam się z przyśpieszonym oddechem. Właśnie dlatego nie sypiam, właśnie tylko i wyłącznie z powodu tego wspomnienia. Podwinęłam kolana pod brodę. W końcu podniosłam się z łóżka i nalałam sobie wody do szklanki którą wypiłam duszkiem. 

3 komentarze: