czwartek, 17 października 2013

Rozdział 28

- Liam nie ma szans żebym dzisiaj przetrwała. – mruknęłam do przyjaciela.
- Cierpisz na bezsenność, nie stracisz przytomności. – powiedział.
- Ja się dalej zastanawiam jakim cudem dostałeś robotę.
- Normalnie.
- Daję sto dolarów że stracę przytomność. – oznajmiłam.
- Spoko. Przyjmuję. Leć do szkoły.
            Wysiadłam z samochodu i powoli ruszyłam do szkoły. Dotarłam do budynku i ruszyłam do klasy. Pierwsza była matematyka czyli mogę zająć się marzeniem o spaniu bo pan Smith, sypia na lekcji, jak ja mu zazdroszczę. Bazgrałam po zeszycie starając się nie myśleć o spaniu. Na WF-ie chciałam napić się miliona energydrinków. Na plastyce pani ględziła o rzeźbie.
- Co jest. Lucy? – zapytała Mia.
- Idę się zakopać żywcem
- Nie jest tak źle.
- Jest tak źle że założyłam się z Liamem o sto dolarów że zemdleję, dzisiaj. – powiedziałam.
- No faktycznie klapa. Ale może Niall po ciebie przyjedzie.
- Nie ma jak, dzisiaj na parkingu będą tłumy bo przyjeżdżają uczniowie z wymiany.
- No to ja nie wiem. Wylądujesz w szpitalu.
- O nie, wszystko tylko nie szpital. Musi przyjechać. – jęknęłam. – Mam leki u niego w samochodzie.
- Nie podoba mi się to, jak nie odbierze cię dzisiaj to zawiozę ci do niego.
- Nie trzeba. Na serio.
- Ale ja mówię bardzo poważnie. – Powiedziała z grobową miną.
            Miałam mieć jeszcze francuski. Ale poważnie chciałam się zmyć. Popatrzyłam na Mię. Kiwnęła głową i wyprowadziła mnie przed szkołę. Ruszyłam w stronę tylnej bramy szkoły. Tamtędy mam bliżej do domu. Szłam strasznie powoli. Źle się czułam i zaczynało mi się kręcić w głowie, nie źle to było niedopowiedzenie, może koszmarnie.
            Kiedy weszłam w kolejną przecznicę zobaczyłam dobrze mi znany czarny samochód. Niall musiał być gdzieś w pobliżu. Nie miałam ochoty na niego czekać ale po kilku krokach, najnormalniej w świecie straciłam przytomność.

~*~

            Otworzyłam oczy. Leżałam owinięta kocem na kanapie. Sufit znałam, znajdowałam się u Nialla.
- Gdzie Liam, wisi mi stówkę. – mruknęłam.
 Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam się po pokoju. Na stole leżały naleśniki, woda i moje leki i … moje okulary korekcyjne? Przecież nikt o nich nie wie, Liam, Mia. Nikt, od kilku lat mam kontakty i staram się ich nie gubić. Spuściłam nogi na ziemię i przysunęłam się do jedzenia. Wpakowałam sobie do ust dość durzy kawałek naleśnika z dżemem, bitą śmietaną i truskawką. Nie zdawałam sobie sprawy że jestem taka głodna. Chyba przez to ze nie spałam, też nie jadłam. Ups.  Do pokoju wszedł Niall. Chyba coś załatwiał bo za paskiem miał wsunięty pistolet, z tłumikiem. Nie wiem czemu jak dostaje w łapy pistolet, to pierwsze co robię to rozbieram go na części pierwsze żeby nie stanowił zagrożenia. Tak umiem to zrobić. Pistolet Beretta 92 f, kaliber dziewięć milimetrów. Skąd on go wytrzasnął, produkowane są tylko w USA mimo że pochodzenia są włoskiego.
- Używałabym raczej Beretta 98 Brigadier. Nierdzewny, kaliber dziewięć milimetrów IMI. – powiedziałam.
- Znasz się na tym.
- Niestety?
- Jakoś ci nie wierzę.
- Daj. – pokazałam ręką na spluwę.
            Chłopak ją zabezpieczył i dał mi ją do ręki. Rozebrałam pistolet na części pierwsze a zaraz potem złożyłam go do kupy. Maks dwie minuty czasu. Niall usiadł naprzeciwko.
- Jedz. – przypomniał mi o naleśnikach i wpakowałam sobie kolejny kęs do ust.
- Dobre, gotujesz?
- Tak.
- Jakoś ci nie wierzę. – zaśmiałam się.

Słuchajcie miśki, jt jadę do Lwowa i wracam z niedzielę więc może w tedy będzie rozdział, ale w poniedziałek rano jadę na wymianę do Słowenii i nie obiecuję ze przez tydzień coś się pojawi, biorę laptopa, ale nie wiem co z netem.
Zapraszam na mojego bloga i do obserwacji http://karolinapiegza.blogspot.com/



4 komentarze:

  1. postaram sie wytrzymać :c
    rozdzial boski *-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie jak zawsze <33 czekam y na next :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział wspaniały . Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy next .?
    Bo ja tu umieram z ciekawości . ;D
    A tam poza tym , to rozdział genialny . <3

    OdpowiedzUsuń