czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział 43

Razem z Mią łaziłyśmy po lesie od kilku godzin. Każda z nas miała swoją kopię planu jej domu. Ile tego tu było.
- Zaraz zamarznę. – warknęła moja przyjaciółka.
- Jesteśmy blisko, znajdziemy to przejście i będzie spokój. – wypaliłam. – Według tego co jest na tych planach wejście ma być w studzience obok jednego z wielkich drzew.
- Jedna studnia jest obok domku na drzewie, tego wiesz, pokazałam ci go w lecie. – ożywiła się nagle i zaczęła iść w głąb lasu.
            Dobiegła do niej po czym zrównałam krok, ona naprawdę szybko chodzi. Szłyśmy w ciszy po czym Mia podjęła temat.
- A co tam w nowym mieszkaniu?
- Wiesz co? Wolałabym nawet nie mówić, jakby mógł to by mnie już dawno za drzwi wystawił, ale ponieważ zadaje się z Liamem, jest potulny jak baranek. – wypaliłam. – Ale jak Li znika z pola widzenia, zaczyna się wredota. Raz miły, raz groźny, kurwa nich się ustatkuje.
- Zamieszkałabyś u mnie i kłopot z głowy. – mruknęła po raz setny.
- Liam stosuje wobec ciebie zasadę ograniczonego zaufania. – palnęłam.
- Powtarzasz się. – zaśpiewała.
            Podeszłyśmy do studni. Dziewczyna usiadła na jej krawędzi spuszczając nogi do środka.
- Po pierwsze, nie wiesz jak jest głęboko, po drugie skąd wiesz że tam nie ma wody?
- Góra trzy metry. Tata kiedyś mi to powiedział. – zaśmiała się.
            Chwyciłam większy kamień i wrzuciłam go studni. Usłyszałam huk zamiast plusku co oznaczała że jesteśmy u celu. Mia spuściła się po linie po czym pociągnęła za nią dwa razu że mogę zejść.
- Złaź tu!
- Wysoko?
- Nie. – skoczyłam o dziwo Mia miała racje. Stałyśmy tuż przed drzwiami.
- To co włazimy? – zapytała.
- Nie wiem, trochę się boję.
- Ma być prąd, ten dom aż tak stary nie jest, jakieś lampy tam są. – zaśmiała się i otworzyła drzwi.
            Stanęłyśmy w wielkiej, szarej hali, o dziwo oświetlenie było nowoczesne co mnie nieco zdziwiło.
- Woow. – wypaliła Mia. – Nieźle, ojciec musiał się do tego dobrać, bo nie wiedzę tego bez jego interwencji, ale pewnie zapomniał. Fuks dla mnie.
- Nieźle, szukamy wejścia bezpośredniego do ciebie do domu? – zapytałam.
- Tak.
            Pobiegłyśmy na drugi koniec wielkiej hali. Stanęłyśmy przy windzie i wezwałyśmy ją przy pomocy guzika. Drzwi się otworzyły. Winda była stara i miała co do niej spore obawy. Mia zmusiła mnie żebym do niej wsiadła. Zaczęłyśmy jechać w górę. Pi kilku sekundach stanęłyśmy i drzwi się otworzyły.
- Lol! – wydobyło się z moich ust. – To twoja garderoba!
- Ale odjazd! Mam windę do pokoju.
***
            Otworzyłam drzwi do domu. Panował tu niezły bajzel co oznaczało mocną imprezę. Rzuciłam torebkę koło krzesła w przed pokoju i powoli ruszyłam w stronę kuchni. Wszędzie rozwalały się serpentyny, resztki jedzenia, puste szklanki. Zatkałam sobie nos bo mocno śmierdziało alkoholem.
            Weszłam do salonu zobaczyłam Nialla leżącego na ziemi w dziwnej pozie. Był tak powykręcany ze nie mogłam stwierdzić jak leży. Kucnęłam obok Irlandczyka i szturchnęłam go w ramię.
- Niall… - no przecież nie będzie spać tak na ziemi, jakby się tak obudził, dostałby szoku. – Wstawaj…hej.
            Uchylił oczy.
- Pijaku, chodź spać do pokoju. – powiedziałam i pomogłam mu wstać.
            Nieźle się wstawił. Był mocno pijany i ledwo stał na nogach. Z trudem wspinałam się po schodach z jego cielskiem na moich barkach. Chłopak gadał od rzeczy.
- Wiesz, Perrie robiła striptiz n stoliku. – zaśmiał się. – Masz fajne buty. – pokazał na moje adidasy. – Takie z błota. Ja też czasami takie mam. – Stanęłam obok drzwi do jego pokoju kiedy chłopak odwrócił mnie do siebie i położył ręce obok mojej głowy przygważdżając mnie do ściany. Z jego oczy dało się wyczytać że nie był zły. Był po prostu pijany.
            Przybliżył swoją twarz do mojej a ja nie miałam jak zaprotestować. Chłopak zaczął mnie całować. Chciałam to przerwać tylko…mi się spodobało? Był bardzo delikatny w tym co robił, aż mnie zdziwił jego gest. W końcu się opanowałam.
- Niall jesteś pijany.

- A ty oszałamiająco pięknie wyglądasz z tym liścikami we włosach. 

Przypominam o asku XD. Możecie zadawać pytania postacią typu "Lucy: co lubisz robić w wolnym czasie". Zadawajcie ile chcecie : http://ask.fm/welcome69x

piątek, 22 listopada 2013

Rozdział 42

No tak, Nialla z rana wywiało więc zostałam sama. Po pysznym śniadaniu, usiadłam przy wysepce zastanawiając się co mogę zrobić. Wdrapałam się na wysepkę i usiadłam na niej po turecku. Siedziałam w centrum kuchni i rozmyślałam. Oczyściłam swój umysł nie myślałam o niczym. Nie ma to jak błogi spokój. No cóż ta chwila nie trwała wiecznie bo usłyszałam jak drzwi do mieszkania się otwierają, nawet nie drgnęłam.
- Lu…- zaczął wołać Niall. - …cy? – musiał wejść do kuchni skoro był nieco zdziwiony.
- Niall, to jest u niej norma. – zadrwił Liam.
- Ile ona tak może siedzieć.
- To zależy. Czasami potrafi się wyłączyć na amen, nie odezwie się do ciebie, mimo że wie że jesteś w pomieszczeniu…- tak właśnie jak teraz Liamie. – albo śpi, co jest raczej rzadkością, ale jej się zdarzyło.
- Może ją tak wybudzić? – zapytał Niall.
- Nie, bo jak nie śpi, to się nie da, a jak kima, to się wkurwi. Uwierz nie chcesz mieć z nią do czynienia kiedy jest wściekła.
- To to może być niebezpieczne? Nie żartuj, to jest chucherko, nie jakiś strongman, wszystkiego na około się boi. – usłyszałam Nialla. Ma racje.
- Nie chciałbyś być przez tydzień pod hipnozą, po czym budzisz się i dochodzą cię wieść, że okradłeś kilka sklepów, napisałeś na ścianie jakiejś szkoły, imię dyrektorki i wyzwisko pod jej adresem oraz że goniłeś w samych bokserkach po mieście.
            Usłyszałam jak jeden z nich podchodzi bliżej wysepki. Wyciągnął do mnie palec, jak go nie weźmiesz do wykręcę do, bo mnie irytuje.
- To, - dzięki, ze jestem traktowana jak przedmiot. – jest aż takie groźne? Chyba sobie jaja robisz? To jest dziecko, sierota… - otworzyłam oczy.
            Nie cierpię gdy się mnie tak nazywa, Liam popatrzył na mnie, lekko zszokowany jakby mumia wstała. Nie odwróciłam głowy, tylko oczy powędrowały w kierunku Nialla. Kątem oka zobaczyłam jak Liam robi facepalma. Posłałam chłopakowi spojrzenie mówiące ”ostrzeż  bo nie ręczę za siebie.”
- Jest też dość wrażliwa. – Liam chciał przekazać w delikatny sposób że słucham uważnie co mówi jego przyjaciel.
- …przemądrzała, a mówiłem jak ładnie mnie powyzywała? – ciągnął Niall.
- To musiało być pod wpływem impulsy, na pewno ją czymś zdenerwowałeś. – Liam usiłował ratować przyjaciela.
- Aha, na pewno. Czasami mi się wydaje, że ona tylko wymyśliła sobie tą bezsenność. – dalej na mnie wrzucał jakby już totalnie zapomniał o mojej obecności. – Raz zasypia a raz nie.
- To też zależy, jak czuje się bezpiecznie, zaśnie. Jak jest już super zmęczona czyli chwila przed straceniem przytomności, ewentualnie zaśnie, i ma takie jakby de jawu.  Dość nie przyjemne. – dalej chciał uświadomić Nialla.
- Jasne. – zadrwił. – Co ona to jeszcze ma? Astmę? Zero objawów.
- Bo o siebie dba!
            Daję mu dziesięć sekund żeby się uspokoił. 10…
- Albo udaje… - 9.
- Jednak mi się nie wydaje. – 8
- Przecież udaje jak nikt inny. – 7
- Taki ma charakter. – 6
- To niech się zmieni. – 5
- Ale ona ma to we krwi.- 4
- Niby po kim?- 3
- Po ojcu. – 2
- Bo uwierzę.- 1 zakończyli wymianę zdań.
- Skończyłeś mnie obrażać? – zapytałam z wymalowanym spokojem na twarzy.
            Chłopaka zatkało jak przemówiłam. Odwrócił się na pięcie.
- Super. Liam nie jedziesz przypadkiem do miasta? – zapytałam przyjaciela.
- Właśnie miałem wychodzić.
- Jadę z tobą. Muszę pogadać z Mią. – minęłam lekko zszokowanego Nialla.
            Skierowałam się do przedpokoju ubrałam buty i zaczęłam zakładać kurtkę. Liam już dawno siedział za kierownicą samochodu.
- Lucy…ja…- zaczął Niall ale mu przerwałam.
- Chcesz jeszcze mi na wrzucać? – zapytałam poirytowana po czym pożałowałam tych słów, widząc reakcję Irlandczyka.
- Wiesz co? Pasowałoby, żeby ta twoja pyskata buzia się w końcu zamknęła. – warknął. – Jesteś strasznie wygadana, jak trzeba kogoś obrazić, ale jak masz się obronić przed wyzwiskami, już tak ładnie ci nie idzie. – niebezpiecznie się do mnie zbliżał. Jego tęczówki były ciemne a zazwyczaj miały kolor oceanu…Stop! Czy ja to powiedziałam??? Szybko sięgnęłam w stronę klamki i gładko wydostałam się z domu podbiegając do samochodu Liama. Chłopak popatrzył na mnie współczującym wzrokiem.
- Pozostaw. To. Bez. Komentarza. Proszę. – powiedziałam robiąc przerwy między słowami.
- Jak sobie życzysz.
- Gdzie chcesz jechać?

- Do Mii. 

Przypominam o asku, i że możecie zadawać pytania postacią, nie tylko mi <3.
Rozdział krótki, ja wiem,a ale potrafię spędzić cały dzień nad kompem więc chciałam się dzisiaj ograniczyć. Jutro dodanie rozdziału graniczyło by z cudem bo idę o 9.oo na zajęcia rysunkowe, potem na latte z przyjaciółką, nauka no i oczywiście 1d day z moimi naj. Jakbyście chcieli zobaczyć moje prace, to piszcie ;* dodam kiedyś tam. 

czwartek, 21 listopada 2013

Rozdział 41

Wstałam z lekkim bólem głowy. Westchnęłam ciężko. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się ze mieszkam z Niallem. I prędko nie minie. Wzięłam prysznic, ubrałam się w rurki, biały podkoszulek i szarą bluzę. Włosy zostawiłam rozpuszczone i zbiegłam do kuchni. Chyba nic się nie stanie, jak tu trochę pobuszuję, mam ochotę na latte.
            Znalazłam kawę i śmietankę po czym zaczęłam przyrządzać mój ulubiony napój. Znalazłam słomki i usiadłam przy wysepce. Przyczepiłam się do słomki i chwyciłam za telefon. No tam Mia nie daje oznak życia od wczoraj, ale mówiła że musi coś sprawdzić w domu bo zainteresowała ją nagle historia tego budynku. No cóż wiemy tyle że jest stary, jej ojciec go kupił i wyremontował, a mimo wszystko mamy wrażenie że, coś nie do końca gra. Budynek jest bardzo, bardzo stary więc może ma ukryte pomieszczenia.
            Do pokoju wszedł Niall, miał potargane włosy i był bez koszulki. Jezus jaki przystojny…Stop, czy ty to właśnie powiedziałaś. Muszę się opanować. Przygryzłam dolną wargę. Chłopak zrobił sobie kawę i usiadł naprzeciwko mnie.
- Dzisiaj wpadnie do mnie reszta…jak ty to ładnie określiłaś, gangu.
- Mhm, co w związku z tym?
- Żebyś gdzieś poszła, albo nie przeszkadzała.
- A gdzie będzie  w sensie pokuj?
- Biuro, na piętrze.
- Mogę się zaszyć w piwnicy. – wypaliłam.
- Pokój z instrumentami jest dźwiękoszczelny. – wyjaśnił.
- Dobra. – powiedziałam i wstałam od stołu.
            Pobiegłam do pokoju. Chwyciłam telefon, rzuciłam się na łóżko i wybrałam numer do Mii. Trzy sygnały i usłyszałam głos przyjaciółki.
- Halo?
- No i co? Znalazłaś coś ciekawego? – zapytałam.
- I to jak! Wyobraź sobie że pogrzebałam trochę w dokumentach starego, tam jest masa badziewia ale ile informacji. Mam historię tego domu, on ma z dziesięć wieków, więc nie dziwię się że ojciec wydał fortunę na jego remont. – mówiła.
- No to nieźle.
- W moim pokoju jest tajny schowek ukryty w garderobie, mam cały plan budynku, teraz łażę od konta do konta szukając ukrytych pomieszczeń i wszystkiego.
            No cóż dziewczyna ma farta.  Postanowiłam zejść na dół. Po drodze spotkałam Nialla, w raz z jego gośćmi, szybko zmyłam się do piwnicy i zamknęłam za sobą drzwi. Usiadłam na fortepianie.
- Są ty gdzieś jeszcze trzy piętra pod domem, tylko nie wiem jak się do nich dostać, nic na planie nie ma.
- Może poszukaj w planie ogrodu, przypominam ci że posiadłość na pewno miała kilka hektarów za nim ją kupiliście, za waszym domem jest las, zobacz czy tam nie ma jakiegoś wejścia przy tej dróżce co ją zarosło. – podpowiedziałam przyjaciółce.  
- Mówiłam ci że jesteś geniuszem?
- Tak, do zobaczenia. – uśmiechnęłam się do siebie i zakończyłam połączenie. Nie wiem ile zajmie mu to spotkanie więc posiedzę tu trochę, ale nie jest źle, mam koło siebie fortepian, i kilka gitar. Usiadłam za fortepianem i położyłam palce na klawiaturze.
- Co by tu zagrać? – zapytałam sama siebie. – Wiem.
            Powoli zaczęłam grać piosenkę Cry cry którą uwielbiała moja mama. Powoli zaczęłam do niej śpiewać. Nie powiem lubiłam to, jak rodzice jeszcze żyli byłam albo zajęta mamą, kiedy piekłyśmy ciasteczka, albo tatą który uczył mnie sztuk kradzieży i hipnotyzowania. Ale czasami zdarzało się tak ze wszyscy siedzieliśmy przy fortepianie i mama uczyła mnie grać. Tata się śmiał, że raczej muzykalna nie jestem bo co chwila coś myliłam, ale jak widać wyszłam na ludzi. Nauczyłam się grać kilka fajnych kawałków na pamięć no i czytać z nut co nie jest dla mnie jakimś tajemnym szyfrem.
            Cały spędzony czas w tym przytulnym miejscy spędziłam na graniu albo czytaniu newsów ze świata na telefonie. Co chwila siedziałam na skurzanym fotelu w dziwnej pozie albo za fortepianem wygrywając jakąś tam melodię. Oczywiście zdarzyło mi się popatrzeć kilka razy na nuty Irlandczyka, bo aż takim wirtuozem na fortepianie nie jestem żeby spamiętać wszystkie utwory jakie kiedykolwiek grałam.
            Siedziałam za fortepianem i grałam Fur Elize kiedy usłyszałam że ktoś odkrzyknął za mną. Przerwałam i odwróciłam się gwałtownie. Blondyn stał w drzwiach.
- Wiesz, reszta chce cię poznać, Liam jakoś nie jestem za tym, no ale wszyscy nalegają więc zapraszam na górę. – przepuścił mnie w drzwiach.
            Wyszłam powoli na górę, gdzie ja mam się skierować.
- Do salonu. – odparł Niall jakby mi czytał w myślach, ej ja tu jestem specem od takich sztuczek.
            Weszłam powoli do dużego pomieszczenia. No cóż, Harrego, Liama, Louisa i Eleonor już znam, została jeszcze brunetka z kręconymi włosami która siedziała na Liamie to pewnie Danielle i blondynka z brunetem którzy cię całowali. Przywitałam się z Liamem no a reszcie podałam rękę.
- Tak więc to jest Lucy, a to Danielle, - dziewczyna mi pomachała. – Zayn i Perrie.
- Słyszałem że posiadasz pewne nadprzyrodzone zdolności. – wypalił Zayn
- Nie powiedziałabym. – zbeształam wzrokiem Liama który udawał niewiniątko.
- Zademonstruj. – poprosił.
- Dobrze, tak więc chcesz wiedzieć czy, czytam w myślach.
- Owszem.
            Spojrzałam na blondynkę.
- Teraz myślisz że nie podołam temu zadaniu. – wypaliłam a chłopa się uśmiechnął.
- To było zbyt proste.
- Oczywiście, ale to że chciałbyś, jak to ładnie sformułowałeś, pieprzyć się z Perrie w kuchnie nie był proste. – powiedziałam patrząc na chłopaka.
            Zrzedła mu mina. Co aj powiedziałam, chciał żebym zademonstrowała, to proszę.   
- Ja dalej nie wierzę. – wypalił Louis.
- W co? Że czytam w myślach? No dobra, zróbmy tak. – zaczęłam patrzeć na chłopaka. – Pomyśl o figurze. – poprosiłam. – Jak już masz to wymyśl drugą i wrysuj ją w poprzednią, tak jak trójkąt w kole, czy kwadrat w trójkącie.
- Dobra mam. – uśmiechał się łobuzersko.
- Teraz spróbuj mi ją tak jakby przesłać do mózgu. – wypaliłam.
- Tak się nie da. – wypalił.
            Patrzyłam w jego oczy, po chwili się wyprostowałam.
- Mówiłam figura a nie bryła. – wypaliłam a chłopaka zatkało.
- Jak ty to…
- Ktoś chce jeszcze spróbować? – zapytał Liam.
- Ja! – wydarł się Harry. – Przewidujesz przyszłość.
- Och błagam, w to nie wierzcie. – zaśmiałam się.- Ja nie przewiduje przyszłości, aj tylko odgaduje co może się wydarzyć. Na przykład, Harry zaraz się wyrżnie .- wypaliłam.
- Nie prawda.
- Tak? To podaj mi pilota z szafki. – poprosiłam.
            Gdy tylko chłopak się ruszył zaliczył glebę. Od razu cała grupa siedząca w salonie skierowała wzrok na mnie, może z wyjątkiem Liama, który był przyzwyczajony do tego typu rzeczy.
- Ty jesteś chora psychicznie! – wyskoczył Harry zza kanapy. – Na leczenie!
- Jasne, ktoś jeszcze?
- Umiesz zahipnotyzować? – zapytała Danielle.
- Umiem, ale żeby to wykonać potrzebuje pozwolenia. – powiedziałam.
- Lucy, nie wygłupiaj się. – poprosił Liam.
- Wiesz co, Liam. Byłam ostatnio na policji. – zaczęłam kłamać. – Podobno była tam niezła jatka bo przyniesiono zwłoki kobiety w worku. Podobno facet miał być na ćpany. - Wstała powoli, dalej opowiadałam wolno. Nawet nie zauważył kiedy był moją marionetką. – Okazało się, że facet był zahipnotyzowany. – Stanęłam za nim i walnęłam go w tył głowy.
- Jak chcecie wiedzieć jakie są jego tajemnice to proszę.
- Ale on nie jest zahipnotyzowany. – powiedziała Dan.
- Jesteś tego pewna?
- No tak.
- Jeden lęk Liama, dość specyficzny, ma fobię przed jedzeniem łyżkami. – oznajmiłam.
- No to chyba każdy wie. – zaśmiali się wszyscy.
- I sądzicie ze jakby był trzeźwy to by nie tknął łyżki?
- No tak. – powiedział Louis wyraźnie zainteresowany.
- Niall, przynieś lody i łyżkę. – poprosiłam a Irlandczyk zniknął w kuchni. Po chwili podał mi rzeczy o które poprosiłam.
            Otworzyłam lody i wbiłam do nich łyżkę po czym położyłam pudełko na kolanach przyjaciela.
- Smacznego Liaś. – powiedziałam, a chłopak jak gdyby nigdy nic zaczął wsuwać lody.
- To jest chore.
- Dobra a mogłabyś go wybudzić? – zapytała Dan. – Jestem ciekawa jego reakcji.
            Podeszłam chłopaka od tyłu i po raz kolejny klepnęłam go w tył głowy. Liam zamrugał kilka razy po czym rozejrzał się po pokoju. Ze wstrętem odłożył lody na stół.
- Kurwa, znowu. – mruknął niezadowolony.
- Coś ktoś jeszcze chce?
- Ja dziękuję. – usłyszałam głosy sprzeciwu.
- Tak myślałam. – Niall potargał mi włosy. Czyżby był ze mnie dumny? Wprowadził mnie tym gestem w zakłopotanie, jego jest najdziwniej rozszyfrować. Cała reszta to pestka.
            Wszyscy się z nami pożegnali dopiero wieczorem bo postanowili porozmawiać na różne tematy. Potem graliśmy w karty no i kto wygrał? Ja! Bo tylko ja tak oszukuję w karty.
- Nieźle, księżniczko. Chyba cię polubili.
- Wiem.
- Ale jak przewidujesz przyszłość?
- Nie przewiduje, jestem dość spostrzegawcza. W wypadku Harolda, widziałam jak stoi sobie na sznurówkach na co reszta nie zwróciła uwagi.

- Nieźle.

Ogłoszenia parafialne. Stworzyłam Aska blogowego, na nim możecie pytać bohaterów i mnie o co chcecie, liczę że będzie mnóstwo pytań, to je link : http://ask.fm/welcome69x znajduje się on również w stronach pod postaciami. Do następnego rozdziału i pytajcie mnie na asku.

środa, 20 listopada 2013

Rozdział 40

Niall stał w przedpokoju tupiąc niecierpliwie nogą, widać było, ze nie jest zadowolony z faktu że będę u niego mieszkała, no cóż, wzajemnie Horan, wzajemnie. Generalnie zabierałam ze sobą wszystko co miało dla mnie jakąkolwiek wartość i coś co było mi potrzebne. W sumie nie było tego wiele, kilka książek, laptopa, komórkę, ciuchy, kosmetyki, owieczka termofor której w życiu nie porzucę, słuchawki.
- Długo jeszcze? – zapytał zniecierpliwiony blondyn.
- O Jezus, czekasz dopiero pięć minut, jak upłynie jedna minuta to ci się nic nie stanie.
- Tylko ze to nie pięć minut ale półgodziny.
- Mylisz się, mam zegar w głowie. Pieć minut i dwadzieścia sekund. – wypaliłam biegnąc do salonu. – Gdzie to jest. – rozkopałam cały salon. – Tu nie ma. – jęknęłam.
- Czego szukasz?
- Czegoś. – pobiegłam do kuchni i otworzyłam szafkę ze sztućcami. – Mam! – krzyknęłam wyciągając jaśka z szuflady.
- Poważnie? Miałaś poduszkę schowaną w szufladzie z widelcami i nożami? – zpytał zaskoczony.
- Coś się nie podoba? – warknęłam.
- Nie skąd. – udawał niewinnego. – Gotowa?
- Chyba tak. – powiedziałam.

***
            Od samego przyjazdu siedziałam w pokoju, który wskazał mi Niall. W sumie Liam zapewnił mnie że poszukamy mi, jakiejś pracy i nie zabaluję tu długo, ale jakoś nie mogło mi to dać spokoju, więc rozpakowałam się w całości. Skończyłam dopiero wieczorem więc cały dzień miałam z głowy. Rozejrzałam się po pokoju. No cóż, do puki się nie rozpakowałam, był nudny, przynajmniej na mój sposób.
            Wyłoniłam się z pokoju i wyszłam na korytarz, mówiłam jaki on ma długi dom? Podreptałam na dół. Cieszyłam się ze ta suka Sophie już pojechała, była strasznie wredna. Znalazłam Nialla na dole, szykującego się na wyjście. Miał na sobie dresy i sportowy podkoszulek.
- Gdzie się wybierasz? – zapytałam.
- Biegać.
- Mogę z tobą? Nie mam co robić. – wypaliłam.
- Nie dasz rady, trzynaście kilometrów po nie równej powierzchni to nie mały wysiłek…dla ciebie, ja tam jakoś daje rady. – powiedział z pogardą.
- Oj no nie bądź taki, z biegów na kilosa mam piątkę.
- Lucy, mówię ci, że to jest duży dystans. – chciał mnie namówić do zostania w domu.
- A ja jestem strachajłą i boję się być sama w tak gigantycznym domu. – wypaliłam.
- Czyli nie boisz się biegać po ciemnym lesie z, jak to się wspaniałomyślnie wyraziłaś, człowiekiem bez serca. – uniósł brwi ku górze.
            Trochę to zabolało że mi to wypomniał. Spuściłam wzrok na swoje buty, no cóż, wnerwił mnie i powiedziała to co ślina przyniosła na język.
- Zbieraj się, nie będę długo czekać.
            Podniosłam głowę i popatrzyłam na niego zdziwiona. Ruchem ręki popędził mnie, a ja migiem pobiegłam się przebrać. Związałam włosy w niedbałego kucyka, szybko założyłam sportowy stanik, sportową koszulkę i dres. Migiem zasznurowałam buty i zbiegłam na dół do chłopaka.
- No myślałem że się nie odczekam. – przewrócił oczami.- Dobra mam jedno pytanie.
- Dawaj
- Biegasz regularnie?
- Jak widzisz, gdybym biegała regularnie, to by mnie widać nie było. – pokazałam na swoją wychudzoną sylwetkę.
- Dobra, jak chcesz możemy zrobić marszobieg. Dwie minuty biegu i dwie marszu, nie będziesz cały czas biec, a organizm i tak się zmęczy. – wytłumaczył.
- Dla mnie spoko.
            Wyszliśmy na pole i chłopak zaczął truchtać w stronę lasu. Starałam się dotrzymać mu kroku, ale mimo wszystko byłam na tyle bo chłopak był szybszy ode mnie. Co chwila robił przerwy a dokładnie co dwie minuty, i to tylko ze względu na mnie. Cały bieg byłam cicho, mówienie podczas biegu to dodatkowy wysiłek a ja i tak nie nadążam za Niallem, mimo tego, jak on to nazwał, marszobiegu. Chłopak podkręcił tempo biegu gdzieś w środku trasy, skąd on ma tyle siły.
            No ale jak ja to ja, musiało mi się coś stać, byliśmy w połowie trasy czyli jakieś siedem i pół kilometra od domu kiedy mnie złapał skurcz w łydce. Najgorszy z możliwych. Runęłam jak długa na ziemię. Zaczęłam kląć, ból był nie do zniesienia.
            Niall pojawił się obok mnie.
- Co jest?
- Dość mocny skurcz, w łydce. – pokazałam głową na podwiniętą nogę.
- Dobra pomogę ci. – przewrócił oczami.
            Chwycił w dłonie moją stopę i zaczął ciągnąć w stronę przeciwną do skurczu. No myślałam że mu coś zrobię. Skurcze zdarzały mi się w szkole na WF-ie, po biegach ale żeby taki mocny. Przygryzłam wargę.
- Puściło? – zapytał a ja pokiwałam przecząco nogą.
            W końcu moja noga była wyprostowana a skurcz dalej nie puścił. Co za diabelstwo. Zaczęłam masować łydkę kiedy chłopak dalej ją naciągał. W reszcie puściło.
- Jest okey. – dałam znak chłopakowi żeby puścił. Odetchnęłam z ulgą.
            Podał mi rękę żebym mogła się podnieść. Wolnym marszem ruszyliśmy do domu.
- Biegniemy? – zapytałam.
- Jak chcesz kolejnego skurczu to proszę cię bardzo.
- Siedem i pół kilometra… - popatrzyłam w stronę z której szliśmy. - …na nogach?
- Myślisz że wziąłbym cię na taki długi bieg? Straciłabyś przytomność, po tak długim treningu. – wypalił. – Jeszcze kilometr, i jesteśmy.
- Dzięki że we mnie wierzysz. – wypaliłam.
- Wiesz odwdzięczam się za to co powiedziałaś.
- Sam zacząłeś.
- Ty wyjechałaś na mnie. – bronił się.
- Kazałeś mi przestać się widywać z przyjaciółką!
- Bo jest niebezpieczna.
- Tak samo jak ty i Liam.
- Właśnie tylko dlatego ci odpuściłem. Jakbym tego nie wiedział to byś już dawno się z nią nie spotykała.
- Dlaczego?
- Bo masz być bezpieczna.
- Ty się o mnie martwisz? – uniosłam brwi ku górze.
- Może. – otworzył furtkę i pomaszerował do drzwi frontowych.
            On się o mnie martwi? Egm…normalnego człowieka rozszyfruję w kilka minut a on…jakbym spotkała drugą siebie, wiem jak postępować aby inny mentalista nie zobaczył kiedy kłamiesz, lub uniknąć hipnozy. Chłopak zapiera się rękami i nogami, jakby już z czymś takim miał do czynienia. W co wątpię.

            Może… to słowo siedziało mi w głowie. Rozkojarzona poszłam wziąć prysznic. 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 39

- Lu co jest?
- Niall mnie wkurwił i tyle. – powiedziałam. No sorry ale nie codziennie obcy facet zakazuje ci się spotykać z najlepszą przyjaciółką.
- Jak byłabym na jego miejscy też bym ci zabroniła. – mruknęła. – A tak w ogóle to idziemy dzisiaj do …
- Nie idę. – powiedziałam.
- Ale…
- Mia nie mam ochoty, ten debil wprawił mnie w chujowy nastrój.
- Dobra, bez spiny. To co chcesz robić.
- Zaszyć się w domu…albo… - ruszyłam w stronę wyjścia szkoły zostawiając przyjaciółkę na środku korytarza samą. Z domu zabrałam tylko portfel i pobiegłam do kwiaciarni. Uśmiechnęłam się do sprzedawczyni i poprosiłam o bukiet róż. Zapłaciłam należną kwotę i złapałam busa. Wskoczyłam i zajęłam sobie miejsce. Po piętnastu minutach jazdy znalazłam się na miejscu. Przekroczyłam próg cmentarza i weszłam w jedną z najbardziej pustych uliczek. Na samym końcu była postawiona tabliczka z dwoma imionami i jednym nazwiskiem
Rosalie & Mark
Milla
Położyłam nowe róże przy nagrobku i usiadłam na ławce. Po policzku spłynęła mi łza ale się uśmiechałam. Nie byłam tutaj od kilku lat. Szkoda. Mogłam częściej odwiedzać to miejsce, w końcu to osoby które kocham najbardziej na świecie. Usiadłam po turecku i zamknęłam oczy. Zaczęłam wspominać co wyprawiałam z ojcem na mieście. To przechodzi ludzkie pojęcie. Potrafiłam zwinąć komuś portfel a potem oddać go mówiąc coś w stylu „wypadło to panu”. Razem z mamą piekłam ciastka a kiedy tata wpadał do kuchni to wszyscy kończyliśmy cali w mące. Chciało mi się śmiać. Raz miałam włosy w bitej śmietanie bo tata chciał wylizać miskę i ją upuścił kiedy ja stałam centralnie pod naczyniem. Cała bita była na mnie. Always be together.
Siedziałam na ławce i się śmiałam z tego co robiliśmy z rodzicami. Gdyby nie ten incydent w banku na pewno miałabym więcej do wspominania. Z uśmiechem na twarzy patrzyłam a grób rodziców. Opuściłam cmentarz i ruszyłam w stronę swojej pracy.
            Z tego co pamiętam mieliśmy liczyć dochody całego miesiąca. Weszłam do kawiarni i powitałam się z moją zamienniczką i usiadłam na kanapie. P chwili wszedł starszy pan który był tu szefem. Bardzo go lubiłam, Stephan był bardzo miły i lubił nas obie.
- Dziewczynki nie będę obijał w bawełnę.
- Co się stało? – zapytałam zmartwiona.
- Dochody kawiarni przestały być wystarczające. Muszę ją zamknąć.
- CO?! - wykrzyknęłyśmy razem z Melody.
- Ale jak to? Przecież codziennie przychodzi dużo klientów, mam dobre dochody.
- Przykro mi dziewczynki, naprawdę. – mężczyzna był smutny. – Ale to koniec.
            Nosz zajebiście! Jestem największą lebiodą życiową! Straciłam właśnie pracę, gdzie ja znajdę drugą taką? Przecież tu było tak fajnie. Nie wierzę. Opuściłam kawiarnię trzaskając drzwiami.
            Wbiegłam do mieszkania i usiadłam na kanapie. Dlaczego ja mam takiego pecha, ja na to nie zasłużyłam.  Dobrze się uczę, spędzam czas z przyjaciółmi, pomagam policji i co za to mam? Śmierć rodziców, zwolnienie z pracy i przestępcę na karku, ogromne dzięki Boże. Już wiem dlaczego jestem ateistką.
            Poszłam po torbę z przyborami do szycia, wyjęłam moją ”Starą znajomą”. Usiadłam na kiblu i zaczęłam ją obracać w palcach. Ścisnęłam ją w dłoni.
- Nie!. – warknęłam do siebie.
            To byłoby zbyt proste, zabić się, jasne, wszystkie problemy ulotnią się wraz zemną. Ha- ha. Poczułam ból w dłoni. Wypuściłam żyletkę do umywalki. Cała dłoń była zakrwawiona. Powoli wstałam z ubikacji i ruszyłam do kuchni. Usiadłam przy szafce z lekami. Wymyłam dokładnie rękę z krwi.
            Skrzywiłam się z bólu, ręka mnie szczypała. Opatrzyłam się i owinęłam dłoń bandażem. Zaczęłam się śmiać, wyglądałam jak bokser. Wstałam z ziemi i zaczęłam skakać trzymając gardę. Zamachnęłam się i walnęłam ręką o drzwiczki od szafki.
- O fuck! – zaklęłam chowając dłoń między nogi. – Aaaah!.
            Jestem geniuszę. Ja potrafię sobie zrobić krzywdę idąc ulicą. Usiadłam na kanapie i włączyłam mój telewizor. Niestety telewizji nie oglądałam długo bo prąd padł.
- Nie wierzę. – zaczęłam się śmiać.
            Chwyciłam telefon i wybrałam numer do Liama.
- Cześć bracie. – wypaliłam.
- Co jest?
- Bo wiesz, kiedyś powiedziałeś mi że mam ogromnego pecha co nie?
- Dzwonisz do mnie o 2 w nocy żeby mi to powiedzieć,
- Przypominam ci, ze wyraziłęś zgodę na dzwonienie w nocy kiedy będę potrzebowała pomocy.
- Dobra, wygrałaś.
- Tak więc wracając do tematu, jestem lebiodą, straciłam pracę i odcięli mnie od prądu i ciepłej wody, heh no i proszę cię o pomoc…
- Tylko…
- Stary nie musisz mi mówić że jesteś w delegacji, bo wiem że kłamiesz, wystarczyło powiedzieć, że mieszkasz z Danielle to się odwalę.
- Jasnowidzka. – rzucił do słuchawki.
- Wiesz że nie cierpię jak się mnie tak nazywa. – burknęłam.
- Jak poproszę Horana to na pewno zgodzi się ciebie przenocować, do puki nie znajdziesz pracy.
- Dzięki, togo mi właśnie trzeba było, mieszkania z przestępcą.
- Przypominam ci, że też nim jestem.
- Ale ty mnie traktujesz jak siostrę, a on nie.
- Łeb mu ujebię jak ci coś zrobi. – wiedziałam, że uśmiecha się do słuchawki.
- Dobra daj mu znać, ja spróbuję się przekimać. Do zobaczenia.

- Nara. – rozłączył się a ja upadłam z impetem na łóżko.


Hehs nie spodziewałam się aż 8 komów, serio, szok, ale
 że tyle wyświetleń (69 hehs) ------------->
No WooooooW thx i proszę o komy

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 38

Obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ze jestem w sypialni Nialla. Chwila, chwila, co ja tu robię jak ja się tu znalazłam. Ostatnie co pamiętam to… impreza z Mią. Boże ile ja wypiłam? Powiedzcie, że Niall mnie nie przebierał. Wstałam z łóżka. Byłam w koszulce Nialla. Chyba muszę się przyzwyczaić do spania w jego ciuchach albo skołować sobie piżamę. Wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół i powędrowałam do kuchni. Niall razem z Sophie stali wysmarowani mąką. Super dojrzałe. Nie zauważyli mnie więc pomknęłam z powrotem do pokoju i złapałam za telefon.
- Mia?
- Ciszej…błagam. – wyszeptała do słuchawki.
- Rozumiem twój ból. Mogłabyś kogoś po mnie wysłać? Chcę pojechać do domu, przebrać się w coś ludzkiego a potem obżerać się z tobą lodami. – odparłam.
- Jasne, zaraz ktoś tam przyjedzie. – rozłączyłam się.
            Założyłam moją sukienkę i pozbierała rzeczy do plecaka i torebki. Włosy związałam szybko w koka który był rozwalony na wszystkie możliwe strony.  Znalazłam moje okulary i zamieniłam je z soczewkami. Wzięłam leki na astmę i po cichu na palcach zeszłam na parter. Wyszłam na pole gdzie czekał już podstawiony samochód z Miją w środku i jej szoferem. Dziewczyna miała worki pod oczami.
            Usiadłam na tyłach obok niej i poprosiłam żeby mnie zawieźli do domu. Oparłam głowę o zagłówek a dziewczyna patrzyła mnie dziwnym wzrokiem.
- Mamy do pogadania. – oznajmiła.
- Co się stało?
- Zobaczysz. – powiedziała.
            Co ją ugryzło, nic nie zrobiłam. Pobiegłam do mieszkania, szybko się przebrałam i wróciłam do auta. Kiedy tylko samochód się zatrzymał dziewczyna wyskoczyła z samochodu i pociągnęła mnie za sobą do pokoju.
            Zamknęła za sobą drzwi po czym popatrzyła na mnie jak na kretynkę.
- Czy ty wiesz kim jest Niall?!
- Właścicielem ogromnej firmy informatycznej? – o co jej chodzi.
- Na tej imprezie można się wiele dowiedzieć, ale sama też dużo wiem. Usiądź – pokazała na łóżko. – Niall jest przestępcom. Ma swój gang, jest w nim Harry, twój znajomy Liam, niejaki Louis i Zayn.
- Jaki gang? – o co chodzi.
- No właśnie…
- Mia, ja wiem że Niall nie jest aniołkiem by byłam świadkiem jak zabił człowieka. – jęknęłam.
- Boże. Ale…kiedy, gdzie i jak?
- Jakieś kilka tygodni temu w sklepie obok mojego domu.
- Sukinsyn wlazł na mój tere…- zamknęła się a ja patrzyłam na nią z szeroko otwartymi oczami. – Dobra słuchaj mnie uważnie. W Londynie są przynajmniej dwa gangi. Ten w którym jest Niall, Mark ma swój i jeszcze niedawno gang Mixers. W nim były cztery dziewczyny. Perrie obecna dziewczyna Zayna, Danniele, dziewczyna Liama i Eleonor dziewczyna tego Louisa…
- Powiedziałaś że…
- Cztery. Ostatnią dziewczyną byłam ja. – spuściła głowę. – Nasz gang rozpadł się z jednego powodu, byłam z Merkiem. Stwierdziłyśmy że nie ma sensu trzymać się razem skoro każda ma chłopaka należącego do gangu.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Jak? Jakby dziewczyny się dowiedziały że komuś wypaplały to by mnie zabiły! Lucy, ja mam na rękach życie kilku osób. – powiedziała zrozpaczona.
- I mnie to gówno obchodzi, muszę się do tego przyzwyczaić. Liam zabija, Niall zabija, kręcę się tylko na około takich osób.
- Nie nienawidzisz mnie?
- Nie nienawidzę. – odparłam i ją przytuliłam.

~*~
            Wzięłam zakupy z lady i skierowałam się do domu. Weszłam do mieszkania i zaczęłam rozkładać rzeczy na półki i do lodówki. W sumie to już kilka dni nie było mnie w domu. Kiedy ułożyłam wszystko w lodówce zamknęłam drzwiczki i zobaczyłam Nialla. Pisnęłam ze strachu.
- Nie zamknęłaś drzwi.
- Mogłeś zapukać.
- Dlaczego wyszłaś?
- A dlaczego nie?
- Liam prosił mnie żebym cię pilnował. Jestem pewny że jak nie będziesz w moim pobliżu albo Liama to coś ci się stanie.
- Niby czemu.
- Bywałem z tobą w miejscach publicznych co nie wróży dobrze. – wyjaśnił.
 - A jakoś z Mią mogę przebywać.
- Właśnie chciałem o tym pogadać.
- A o co chodzi?
- Przestań się z nią widywać. – wypalił.
- Czy ciebie pogrzało?! – wykrzyknęłam. Mia mi nie zagraża jest moją jedyną przyjaciółką nie dam się.
- Nie, przestań się z nią widywać, ona nie jest…
- Aniołkiem? Myślisz że nie wiem o tych wszystkich gangach? To trzeba być nieźle zrytym żeby nie wiedzieć!
- Nie tym tonem. –warknął.
- Niall, będę się z nią spotykać czy ci się to podoba czy nie.
- A jaki masz powód.
- Dość durzy. Jest moją jedyną przyjaciółką i jedną jedyną osobą której ufam bezgranicznie. Nie mam nikogo oprócz niej. – krzyknęłam.
- A Liam, a rodzina.
- Liam zawiódł moje zaufanie, a ja nie mam rodziny. – powiedziałam, czułam jak drży mi głos. – Liama traktowałam jak brata ale teraz nie bardzo mu ufam.
- Lucy, dlaczego nic nie mówiłaś.
- I co byś zrobił? Przestępca, morderca, właściciel wielkiej korporacji który jest bez uczuć?! No raczej nic.
- Przestań. – warknął.
- Niall, nie oszukujmy się, nie czujesz, masz serce z kamienia, zabicie kogoś dla ciebie to pestka, przecież to tylko niewinny człowiek. – kontynuowałam ze łzami w oczach.
- Przeginasz. – warknął.
- Wyjdź. – pokazałam mu palcem na drzwi. Nie drgnął. – już!

            Chłopak wyszedł nieźle wkurwiony. Taka prawda, taki jest Niall Horan. Nie wzięłam tego z nieba, wystarczy obserwować, nic więcej. Usiadłam na kanapie, wytarłam łzy i sięgnęłam po laptopa.


Bardzo, bardzo was przepraszam, wygrałam konkurs na imagina no i teraz jestem zajęta pisaniem go bo jestem adminką tylko i wyłącznie na tydzień, wielka sorka, ale zapraszam na tą stronkę jestem NeverMind