niedziela, 10 listopada 2013

Rozdział 36

Chodziłam bez celu po całym domu Nialla. Chłopak postanowił mnie zostawić bez słowa u siebie i wybyć gdzieś z rana, a ponieważ wstąpił do mnie do domu, wybrał same eleganckie rzeczy. Między innymi stringi, szpilki, czarną sukienkę z ćwiekami na ramionach i czarną torebkę. Co jak co, ale miał gust. Tylko i wyłącznie dlatego teraz jestem w wczorajszych ciuchach.
Chciałam zobaczyć wszystkie pokoje. Znalazłam basen i siłownie, małe kino i bibliotekę. Jednak najbardziej spodobała mi się piwnica. Były w niej trzy pomieszczenia: pralnia, winnica i pokój muzyczny.
            Ten pokój był niesamowity. Futrzany fotel był postawiony tuż obok kamiennego kominka nad którym stały ramki ze zdjęciami. Na ścianach wisiały chyba wszystkie rodzaje gitar a na jednej z półek były śpiewniki, nuty i różne dodatki. A na podniesieniu stał biały fortepian.
            Wspięłam się na podest i usiadłam przy ogromnym instrumencie. Nie miałam co zagrać, popatrzyłam na nuty. Według tego co zobaczyłam zaczęłam grać „Change your Life”*. Ułożyłam palce na białych klawiszach i zaczęłam powoli i płynnie poruszać nimi po klawiaturze fortepianu. Piosenka była bardzo ładna. Popatrzyłam na tekst, była odlotowa, czy to napisał Niall. Świetne.
- Eghm. – usłyszałam i podskoczyłam na krześle.
- P…prze…przepraszam, nie chciałam. – wyjąkałam.
- Ładnie śpiewasz. – uśmiechnął się. – I grasz.
- Ty…ty to napisałeś?
- Nie, moja znajoma, ale zostawiła nuty. Choć chcę żebyś kogoś poznała. – uśmiechnął się i zaprowadził mnie do salonu.
            Siedziałam tam utleniona blondynka ubrana w dziwkarski sposób. Cały jej biust był na wierzchu. Na nogach były super wysokie szpilki z ćwiekami oraz pończochy. Nie mówię już o makijażu który byłoby widać z odległości kilometra.
- Hej. – przywitałam się zmieszana.
- Cześć. – widziałam jak się uśmiecha.
- Wy się poznajcie a ja idę po wodę.
- A może piwo? – zapytała blonyna.
- Co zechcesz Sophia. – chłopak się ukłonił i wyszedł z pomieszczenia.
- Jestem Lucy. – podałam jej rękę.
- A mnie gówno to obchodzi skarbie. – wypaliła.- Pamiętaj, Niall jest mój, tknij go a ci nogi z dupy powyrywam. – warknęła.
- O…okey. – byłam nieco zaskoczona jej zachowaniem.
- Mam picie! – krzyknął Niall na wejściu. Podał mi szklankę wody a dziewczynie piwo. Napiła się z gwinta.
- To co Sophi, podoba ci się w Londynie.
- Jest rewelacyjnie. A najbardziej podoba mi się w centrum. – uśmiechnęła się.
- Dlaczego? Co w nim jest takiego wyjątkowego? – zapytałam. Dziewczyna chyba chciała mnie zabić.
- No ten… najładniejszy jest big ben.
- Ale to nie centrum. – wypaliłam chcąc ją zdenerwować.
- Znaczy no ten…
            Nagle usłyszałam dzwonek mojego Iphone’a. Dziewczyna dalej się produkowała, a Niall usiłował jej słuchać ale coś mu nie szło. Odebrałam telefon i przystawiłam słuchawkę do ucha.
- Lucy siedzisz? – zapytała moja przyjaciółka.
- Tak.
- To wstań. – podniosłam swój tyłek z siedzenia.
- Stoisz?
- No tak.
- To usiądź. – opadłam zrezygnowana na fotelu. Niall patrzył na mnie z zaciekawieniem.
- Mia, przejdź do sedna. – pogoniłam ją.
- Dobra tylko pamiętaj o oddychaniu. – powiedziała.
- Dobra.
- Mam zaproszenie na pokaz Coco Chanel. – powiedziała.
            Wstałam gwałtownie zwracając na siebie uwagę Sophie.
- Pierdzolisz! – krzyknęłam.
- Mam pytanie, gdzie jesteś.
- U Nialla. Ale mam wszystko, ja lecę się przebrać. – Rzuciłam Niallowi telefon. – wytłumacz jak Mii jak tu dojechać.

            Poleciałam po rzeczy które zabrał Niall. Za to byłam mu dozgonnie wdzięczna. Biegałam po całym piętrze tam i z powrotem. 

*Little Mix nie istnieje

6 komentarzy:

  1. U super! Tez chce zaproszenie na Coco Chanel XD :D Powodzonka w pisaniu :** kocham ♥!♥

    OdpowiedzUsuń
  2. wooooo zazdroszczee im *-* co za suka z tej Sophie... xddd

    OdpowiedzUsuń
  3. nie no zajebistee *.* czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama nie istnkejesz KURWO ... Little Mix istnieje ....

    OdpowiedzUsuń