środa, 20 listopada 2013

Rozdział 40

Niall stał w przedpokoju tupiąc niecierpliwie nogą, widać było, ze nie jest zadowolony z faktu że będę u niego mieszkała, no cóż, wzajemnie Horan, wzajemnie. Generalnie zabierałam ze sobą wszystko co miało dla mnie jakąkolwiek wartość i coś co było mi potrzebne. W sumie nie było tego wiele, kilka książek, laptopa, komórkę, ciuchy, kosmetyki, owieczka termofor której w życiu nie porzucę, słuchawki.
- Długo jeszcze? – zapytał zniecierpliwiony blondyn.
- O Jezus, czekasz dopiero pięć minut, jak upłynie jedna minuta to ci się nic nie stanie.
- Tylko ze to nie pięć minut ale półgodziny.
- Mylisz się, mam zegar w głowie. Pieć minut i dwadzieścia sekund. – wypaliłam biegnąc do salonu. – Gdzie to jest. – rozkopałam cały salon. – Tu nie ma. – jęknęłam.
- Czego szukasz?
- Czegoś. – pobiegłam do kuchni i otworzyłam szafkę ze sztućcami. – Mam! – krzyknęłam wyciągając jaśka z szuflady.
- Poważnie? Miałaś poduszkę schowaną w szufladzie z widelcami i nożami? – zpytał zaskoczony.
- Coś się nie podoba? – warknęłam.
- Nie skąd. – udawał niewinnego. – Gotowa?
- Chyba tak. – powiedziałam.

***
            Od samego przyjazdu siedziałam w pokoju, który wskazał mi Niall. W sumie Liam zapewnił mnie że poszukamy mi, jakiejś pracy i nie zabaluję tu długo, ale jakoś nie mogło mi to dać spokoju, więc rozpakowałam się w całości. Skończyłam dopiero wieczorem więc cały dzień miałam z głowy. Rozejrzałam się po pokoju. No cóż, do puki się nie rozpakowałam, był nudny, przynajmniej na mój sposób.
            Wyłoniłam się z pokoju i wyszłam na korytarz, mówiłam jaki on ma długi dom? Podreptałam na dół. Cieszyłam się ze ta suka Sophie już pojechała, była strasznie wredna. Znalazłam Nialla na dole, szykującego się na wyjście. Miał na sobie dresy i sportowy podkoszulek.
- Gdzie się wybierasz? – zapytałam.
- Biegać.
- Mogę z tobą? Nie mam co robić. – wypaliłam.
- Nie dasz rady, trzynaście kilometrów po nie równej powierzchni to nie mały wysiłek…dla ciebie, ja tam jakoś daje rady. – powiedział z pogardą.
- Oj no nie bądź taki, z biegów na kilosa mam piątkę.
- Lucy, mówię ci, że to jest duży dystans. – chciał mnie namówić do zostania w domu.
- A ja jestem strachajłą i boję się być sama w tak gigantycznym domu. – wypaliłam.
- Czyli nie boisz się biegać po ciemnym lesie z, jak to się wspaniałomyślnie wyraziłaś, człowiekiem bez serca. – uniósł brwi ku górze.
            Trochę to zabolało że mi to wypomniał. Spuściłam wzrok na swoje buty, no cóż, wnerwił mnie i powiedziała to co ślina przyniosła na język.
- Zbieraj się, nie będę długo czekać.
            Podniosłam głowę i popatrzyłam na niego zdziwiona. Ruchem ręki popędził mnie, a ja migiem pobiegłam się przebrać. Związałam włosy w niedbałego kucyka, szybko założyłam sportowy stanik, sportową koszulkę i dres. Migiem zasznurowałam buty i zbiegłam na dół do chłopaka.
- No myślałem że się nie odczekam. – przewrócił oczami.- Dobra mam jedno pytanie.
- Dawaj
- Biegasz regularnie?
- Jak widzisz, gdybym biegała regularnie, to by mnie widać nie było. – pokazałam na swoją wychudzoną sylwetkę.
- Dobra, jak chcesz możemy zrobić marszobieg. Dwie minuty biegu i dwie marszu, nie będziesz cały czas biec, a organizm i tak się zmęczy. – wytłumaczył.
- Dla mnie spoko.
            Wyszliśmy na pole i chłopak zaczął truchtać w stronę lasu. Starałam się dotrzymać mu kroku, ale mimo wszystko byłam na tyle bo chłopak był szybszy ode mnie. Co chwila robił przerwy a dokładnie co dwie minuty, i to tylko ze względu na mnie. Cały bieg byłam cicho, mówienie podczas biegu to dodatkowy wysiłek a ja i tak nie nadążam za Niallem, mimo tego, jak on to nazwał, marszobiegu. Chłopak podkręcił tempo biegu gdzieś w środku trasy, skąd on ma tyle siły.
            No ale jak ja to ja, musiało mi się coś stać, byliśmy w połowie trasy czyli jakieś siedem i pół kilometra od domu kiedy mnie złapał skurcz w łydce. Najgorszy z możliwych. Runęłam jak długa na ziemię. Zaczęłam kląć, ból był nie do zniesienia.
            Niall pojawił się obok mnie.
- Co jest?
- Dość mocny skurcz, w łydce. – pokazałam głową na podwiniętą nogę.
- Dobra pomogę ci. – przewrócił oczami.
            Chwycił w dłonie moją stopę i zaczął ciągnąć w stronę przeciwną do skurczu. No myślałam że mu coś zrobię. Skurcze zdarzały mi się w szkole na WF-ie, po biegach ale żeby taki mocny. Przygryzłam wargę.
- Puściło? – zapytał a ja pokiwałam przecząco nogą.
            W końcu moja noga była wyprostowana a skurcz dalej nie puścił. Co za diabelstwo. Zaczęłam masować łydkę kiedy chłopak dalej ją naciągał. W reszcie puściło.
- Jest okey. – dałam znak chłopakowi żeby puścił. Odetchnęłam z ulgą.
            Podał mi rękę żebym mogła się podnieść. Wolnym marszem ruszyliśmy do domu.
- Biegniemy? – zapytałam.
- Jak chcesz kolejnego skurczu to proszę cię bardzo.
- Siedem i pół kilometra… - popatrzyłam w stronę z której szliśmy. - …na nogach?
- Myślisz że wziąłbym cię na taki długi bieg? Straciłabyś przytomność, po tak długim treningu. – wypalił. – Jeszcze kilometr, i jesteśmy.
- Dzięki że we mnie wierzysz. – wypaliłam.
- Wiesz odwdzięczam się za to co powiedziałaś.
- Sam zacząłeś.
- Ty wyjechałaś na mnie. – bronił się.
- Kazałeś mi przestać się widywać z przyjaciółką!
- Bo jest niebezpieczna.
- Tak samo jak ty i Liam.
- Właśnie tylko dlatego ci odpuściłem. Jakbym tego nie wiedział to byś już dawno się z nią nie spotykała.
- Dlaczego?
- Bo masz być bezpieczna.
- Ty się o mnie martwisz? – uniosłam brwi ku górze.
- Może. – otworzył furtkę i pomaszerował do drzwi frontowych.
            On się o mnie martwi? Egm…normalnego człowieka rozszyfruję w kilka minut a on…jakbym spotkała drugą siebie, wiem jak postępować aby inny mentalista nie zobaczył kiedy kłamiesz, lub uniknąć hipnozy. Chłopak zapiera się rękami i nogami, jakby już z czymś takim miał do czynienia. W co wątpię.

            Może… to słowo siedziało mi w głowie. Rozkojarzona poszłam wziąć prysznic. 

3 komentarze:

  1. UUU :D Wrescie Niall sie skumal ze ma taka piekna dziewczyne obok siebie na wyciaganiecie reki !♥

    OdpowiedzUsuń
  2. On - tajemniczy, niebezpieczny i trudny do zinterpretowania.
    Ona - otwarta, energiczna i chwilami zbyt pewna siebie.
    Z początku mogłoby się wydawać, że nic ich nie łączy. Cóż za bzdura!

    I oto przed Wami: historia o pożądaniu, przyjaźni i miłości. Miłości niepowtarzalnej, przepełnionej pasją, ale również cierpieniem, bo przecież “miłość to partia kart, w której wszyscy oszukują, mężczyźni - by wygrać, a kobiety - by nie przegrać".


    Zapraszam na mojego bloga: www.youre-toxic.blogspot.com

    (Przepraszam za spam!)

    OdpowiedzUsuń