poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 48

Z każdym dniem śniegu było więcej a ja praktycznie nie wychodziłam z domu ze względu na moje przeziębienie. Podniosłam się z łóżka i poszukałam moich okularów nie chcąc nosić po raz kolejny soczewek. W moich grubych getrach w renifery, białych skarpetkach i dużym swetrze zeszłam na dół. Związałam włosy w niesfornego koka i weszłam do kuchni. Znalazłam chusteczki w kuchni i przeniosłam się do salonu.
- Jak się czujesz? – zapytała Niall wnosząc choinkę.
            Zajebiście, kolejny maniak świąt.
- Źle. – jęknęłam. – Głowa mnie boli i mam ten cholerny katar.
- Zmierz sobie temperaturę. – postawił choinkę za kanapą. – Może być?
- Nie znam się. – fuknęłam wstając od kanapy.
            Wyszłam z salonu. Usiadłam na wysepce razem z apteczką i zaczęłam szukać termometru. Po chwili znalazłam to urządzenie i wsadziłam je pod pachę. Po kilku minutach usłyszałam pikanie.
- 38.2 zajebiście. – westchnęłam i poszukałam przeciwbólowych. Łyknęłam tabletki i popiłam je wodą. Wlepiłam wzrok za okno.
            Zawsze w zimie choruję, nawet jak byłam mała. Tata zawsze siedział ze mną i żartował z mojego zdrowia, a potem jadłam owoce w czekoladzie. Znalazłam kilka tabliczek czekolady w szafce i rozpuściłam je w garnku. Znalazłam jabłka, banany i pomarańcze po czym ułożyłam je ładnie na kwadratowym talerzu. Kiedy czekolada była gotowa, polałam nią owoce i poczekałam aż zastygnie. Zaniosłam wszystko do salonu i usiadłam z powrotem na kanapie.
- Pomożesz mi? – zapytał Niall wskazując na zaplątane lampki.
- Nie.
- Co ci się stało? Od kilku dni jesteś wkurwiająca. PMS czy jak.
- Kurwa nie tylko, do tego jestem chora, zadowolony odpowiedzią? – zapytałam wkurwiona po czym wzięłam do ust banana w czekoladzie. Włączyłam telewizor ale jak zwykle nic nie szło oprócz świątecznego kiczu.
            Jęknęłam tylko i oparłam głowę o poduszkę po czym zakopałam się w kocu który leżał na kanapie. Po chwili usnęłam.

***
            Obudziło mnie lekkie szturchanie, o boże dlaczego.
- Lu, wstawaj zabieram cię do lekarza. – usłyszałam głos blondyna.
- Ale ja nie lubię.
- Liam ostrzegał mnie że będziesz się stawiać. – wziął mnie na ręce w stylu panny młodej i zaniósł do przed pokoju.
            Stanęłam na zimnych płytkach i narzuciłam na siebie kurtkę zimową, szalik i rękawiczki. Leniwym krokiem weszłam do garażu i wsiadłam do samochodu.
            Nie lubię lekarzy dla mnie to jest jakaś patologia. Nie lubię szpitali, pielęgniarek, lekarzy i igieł.

***
            Wyszliśmy od lekarza  i skierowaliśmy się do apteki po antybiotyk. Miałam anginę. Boże nie ma to jak pochorować się w zimę i to w gwiazdkę. Dla mnie to w sumie dobrze bo nie lubię świąt ale spaprałam je Niallowi i szkoda mi się go zrobiło.
            Siedziałam w samochodzie kiedy blondyn wrócił z zakupami. Wsadził wszystko do bagażnika i zajął swoje miejsce wpuszczając do samochodu trochę zimna.
            Udało wyjechać się za miasto i zostało nam niecałe dziesięć minut drogi do posesji Irlandczyka. Niall mieszkał strasznie daleko od centrum Londynu, na przedmieściach gdzie nie było prawie ani jednego domu.
            Samochód się zatrzymał. Popatrzyłam na Nialla który był wkurzony.
- Co jest? – zapytałam.
- Nie mamy paliwa.

Że co kurwa proszę?!

5 komentarzy:

  1. Oj biedna Lu :( Co za idota z Nialla ludzie się tankuje a nie na rezerwie jedzie lol xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski kocham cię normalnie!!:-D masz talent ;-) mój twitter cysiaxoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne opowiadanie
    Świetny rozdział
    Pozdrawiam i czekam na kolejny.

    OdpowiedzUsuń
  4. ahahha, boze nie moge z komentarzy, znaczy mam napad i wpierdalam czekolade to pewnie dla tego XD
    super rozdzial ☻♥

    OdpowiedzUsuń