wtorek, 24 grudnia 2013

Rozdział 54

*Perspektywa Nialla*
            Wysiadłem z samochodu i skierowałem się do biura Liama. Byłem z nim umówiony na pierwszą żeby odebrać brunetkę. Moim zdaniem Payne był nadopiekuńczy. Lucy nie wychodzi nigdzie sama, non stop obserwowana. Na jej miejscu już dawno bym ze świrował.
            Zobaczyłem Liama z Lu stojących na parkingu. Dziewczyna miała strach wymalowany na twarzy a Liam zmartwienie. Skierowałem się w ich stronę i dopiero po chwili zobaczyłem na policzkach Lu łzy. Co się dzieje?
- Siema stary, co się stało? – zapytałem Liama.
            Lu zaczęła błądzić wzrokiem na wszystkie strony, cała dygotała.
- Karetka już jedzie. – podbiegła jedna z policjantek. – Cześć James.
- Cześć. – odpowiedziałem.                    
- Będą z kilka minut, jak się czuje.
- Z tego co widać to jest przerażona. – zauważył Payne.
- Wyjaśnisz mi co się dzieje.
            Chłopak w skrócie powiedział mi co się stało, sms, bomba, wybuch i Lucy. Nie widzi, to się nazywa mieć pecha w życiu. Lucy wyciągnęła rękę do przodu usiłując coś znaleźć. Po chwili dotknęła mojego ramienia i mocno je ścisnęła. Usłyszałem sygnał karetki, dziewczyna odwróciła w tamta stronę głowę, w momencie schowała się za mnie.
- Lucy, to tylko lekarze, nic ci nie będzie. – usiłowałem uspokoić dziewczynę.
- Nie chcę. – zachowywała się jak dziecko.
- Lucy, musimy się dowiedzieć co się stało z twoim wzrokiem. – poprosiłem.
- Tutaj jest! – krzyknęła jedna z policjantek pokazując na Lu.
            Brunetka ścisnęła moją koszulkę i stała za mną, jakby to miało sprawić że zniknie. Lekarze zajęli się Liamem któremu w rzeczywistości nic nie było, jednak po chwili chłopak oznajmił że Lucy nie widzi. Dziewczyna kurczowa trzymała moją koszulkę. Chwyciłem jej rękę i poluzowałem palce. Odnalazłem jej za nadgarstek i pociągnąłem w stronę karetki.
- Co się stało? – jedna z lekarek zadała pytanie do Lu.
            Widząc że nie ma zamiaru odpowiedzieć sam zabrałem sprawę w swoje ręce.
- Nie widzi.
- Coś jeszcze?
- Chyba nie. – spojrzałem na dziewczynę która splotła nasze palce razem.
- Dobrze zabierzemy ją do szpitala
- Nie jadę sama. – szepnęła dziewczyna.
- Lucy nie rób scen – poprosiłem na co ona ścisnęła nasze palce jeszcze mocniej.
- Proszę wsiadać.
- Mogę jechać? – zapytałem zrezygnowany.
- Rodzina?
- Nie.
- To nie może pan.
- Tylko że ona nie chce jechać beze mnie. – oznajmiłem.
- Dobra. Nie mamy czasu. – pociągnąłem Lucy za sobą do karetki i wsiadłem do samochodu.

***
- Na szczęście to uraz nietrwały, za dwa do trzech dni wróci wzrok a do tego czasu chciałabym aby została w szpitalu. – powiedziała lekarka prowadząca.
- Nie wysiedzi w miejscu godziny, nie uda się pani jej tu zatrzymać. – wtrącił się Liam.
- Spróbuję, nie ma zakazu wychodzenia z budynku więc prosiłabym aby ktoś ją prowadził. Czyli muszą ja mieć panowie na oku. – oznajmiła a ja ciężko westchnąłem.
            Wszedłem na salę gdzie Lucy leżała z opatrunkiem na oczach. Widać było ze czuje się pewniej ale na pewno nie pomagał jej fakt ze była w szpitalu. Koło mnie stanął Liam kiwając głową że możemy wejść. Nie wiedzieliśmy czy Lu śpi więc po prostu weszliśmy po ciuchu.
- Nie skradajcie się tak. – powiedziała nagle Lu.
            Popatrzyłem na Liama zdziwiony, nie było nas słychać. Mój przyjaciel miał taki sam wyraz twarzy.
- Nie patrzcie się na siebie jak kretyni, zabierzcie mnie stąd. – jęknęła.
- Nie możesz.
- A ktoś mnie tu trzyma? Nie więc mi pomóż. – warknęła w stronę Liama.
- Nie. – zaprotestował.
- Spoko, ja poczekam na Mię która już tu jedzie. – powiedziała zrezygnowana.
- Skąd wie?
- Boże, zgadnij, jest moją przyjaciółką. – zauważyła. Wychyliłem się z Sali i ujrzałem mega wkurwioną Mię kroczącą przez korytarz. Po jej minie wywnioskowałem że nie jest zadowolona z sytuacji w jakiej znalazła się Lu.
- Ja pierdole jak można być tak lekkomyślnym, co za dzieci i ty…-wskazała na Liama. - …i ty. – pokazała na Lu. – Jak kurwa widać że jest siedem sekund do wybuchu to spierdalasz gdzie pieprz rośnie a nie kurwa patrzysz jak gościu błaga o pomoc.
- Ja mam serce, nie to co wy. – Auć
- Teraz to ja jestem ta zła?! Ja pierdole, mnie tam nie było, do jasnej cholery Lucyllo Anastasio Milla czy masz mózg?! – poważnie ma na drugie Anastasia. – Możesz chociaż raz użyć instynktu normalnego człowieka i uratować swoją własną skórę.
- Jakbym go posłuchała to by mnie tu nie było, żeby ratować swoją skórę musiałabym usunąć się z waszego życia. – warknęła.
- Dobra inaczej, posłuchaj instynktu normalnego człowieka kiedy wymaga tego sytuacja.
- Postaram się. – burknęła. – Masz?
- Mam, chodź do kibla.
- To mi pomóż. – usiadła na skraju łóżka i wyciągnęła rękę przed siebie.
            Mia podała jej dłoń a dziewczyna odnalazła jej ramię i razem ruszyły do ubikacji. Liam popatrzył na mnie wymownie.
- Nie stary nie wrobisz mnie w to.
- O jezu, i tak masz ją 24h na głowie, co ci szkodzi.
- Szkodzi mi bo będę musiał spędzać czas z czarną suką.
- To twój interes. – uśmiechnął się głupkowato. – Pilnuj żeby nie ściągnęła okularów i opatrunku. – poklepał mnie po plecach i wyszedł.
           
*Perspektywa Lucy*

            Nicość, to wszystko co mogę zobaczyć, już nigdy nie polubię czarnego. Szłam powoli z Mią która prowadziła mnie do ubikacji. Boże, ja nigdy nie miałam szczęście więc dziwne by było jeżeli wyszłabym z tego calutka. Kurde nie mogła być rozwalona głowa albo złamany palec. Kiedy myślała że gorzej być nie morze stało się to. Normalnie Bam i nie widzę. Myślałam że z tego nie wyjdę. Kurczowe trzymanie koszulki Niall miało mi dać spokój i zapewnić bezpieczeństwo ale po chwili usłyszałam karetkę.
- O której spróbujesz? – zapytała Mia.
- Wieczorem. Jak nie to rano, wieczorem rano. – mam nadzieję że potrwa to na serio krótko. Bez wzroku nic nie zrobię, jestem…
- Normalna…
- No właśnie, nic nie zrobię, bez wzroku nikogo nie zahipnotyzuję, nie zauważę, przecież dla mnie to koszmar.
- Nie rozumiem.
- Wyobraź sobie siebie na trzy doby bez hajsu. – powiedziałam.

- Kurwa, ale to boli. – wiedziałam ze kiwa głową. – Współczuję. Dobra masz bluzkę jak się przebierzesz to daj znać dam ci spodnie. – wepchnęła mnie za pewne do kabiny w toalecie. 

8 komentarzy:

  1. Rozdział jest bardzo fajny jest rozwinięcie akcji z poprzedniego a nie przenośnia (ileś czasu później) jak to robią inne (nie wszystkie) autorki ff jak nie umią wybrnąć z sytuacjii. Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham. Nie moge sie doczekac nastepnej czesci. Zycze weny ♡

    OdpowiedzUsuń
  3. aahahaha, ale co ona sprobuje? o jeju :D

    OdpowiedzUsuń
  4. <3 kocham daj następny!!!!! prosze!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudaśny <3 Wesołych świąt :D

    OdpowiedzUsuń