niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 57

Kiedy trwaliśmy w pocałunku do pokoju wpadł Liam. Ja go kurwa zabiję. Chłopak zaczął się wycofywać. Sięgnęłam po poduszkę i rzuciłam nią w niego.  Powtórzyłam to jeszcze z dwoma jaśkami i książką. Niall tarzał się ze śmiech na podłodze, ale ucichł gdy też oberwał budzikiem.
- Masz okres czy jak? – zapytał piszczący głosem a ja zaczęłam się śmiać. Dopiero po kilku minutach się uspokoiłam.
- Dobra daj mi numer. – poprosiłam.
- Co?
- Do Judi.
- Chyba jej nie wierzysz. – zapytał.
- Niall, na razie nic o niej nie wiem, ma identyczne nazwisko, może coś jest na rzeczy? – powiedziałam. – wystawię ją na próbę, poszperam w jej rzeczach i zrobimy testy DNA. Jak nic, wyjdzie czy jest moją siostrą czy nie.
- Jesteś tego pewna?
- Tak, daj mi jej numer. – chwyciłam karteczkę od Nialla i wstukałam numer w klawiaturę mojego Iphone’a. – Hej Judi, tu Lu…
***
- Niall, nie wejdziesz tam ze mną. – kłóciłam się z nim od dobrych dziesięciu minut.
                Byliśmy w drodze do centrum handlowego.
- Lucy, nie ma o czym mówić. – wycedził przez zaciśnięte zęby.
- A może ona nie będzie chciała przy tobie mówić! – wyrzuciłam ręce w górę.
- To będzie musiała. Lucy, nie mam zamiaru zostawić cię bez opieki.
- Nie jestem dzieckiem.
- Spotkałbym cię w szpitalu, gdybym przy tobie nie był 24 na dobę.
- Zmyślasz.
- Stwierdzam fakty. –warknął
- Nie prawda! Dam sobie radę sama. – burknęłam i splotłam ręce na piersi.
- Nie potrafisz przebiec po linii prostej.
- Pierdol się. – warknęłam wychodząc z auta.
- Z tobą zawsze skarbie. – zaśmiał się pod nosem, na co ja przewróciłam oczami. Weszłam do Centrum handlowego i ruszyłam w stronę Sturbacks’a. Czasami Niall jest wkurwiający. Niestety Horan jest mi w tej chwili niezbędny, pytanie dlaczego? Bo widział Judi a ja nie. Stanęłam w drzwiach i poczekałam na Nialla.
- Na co czekasz?
- Na ciebie głąbie. – warknęłam.
- Nie wiesz która to Judi, prawda.
- Zamknij się.
- Tam siedzi. – pokazał na dziewczynę o blond włosach i zielonych oczach. – Chodź.
- Ty nigdzie nie idziesz.
- Lucy.
- Wykrzyczę twoje imię i nazwisko na głos.
-Uuu boję się, o nie. – udał przestraszonego. – To nic ci nie da. – wyprostował się.
- To po co przedstawia…nie ważne. – westchnęłam.
- Lucy, James! – blondynka pomachała nam.
- O widzisz, jestem tu mile widziany. – wyminął mnie i podszedł do Judi. Podał jej rękę. Uścisnęli dłonie.
                Zabiję go. Uśmiechnęłam się przyjaźnie i usiadłam przy stoliku.  Zajęłam miejsce obok blondyna.
- James zamów mi czekoladowe frappe. – poprosiłam
- Sama się przejdź.  – gdy to powiedział, kopnęłam go w łydkę z całej siły. Nawet się nie skrzywił. Wbiłam piętę w palce, po tym ruchu postanowił ustawić się w długiej kolejce do kasy.
- Przepraszam za niego.
- Wygląda groźnie. – Judi się wzdrygnęła. – Dobra w skrócie. Jestem Judi Milla. Jak miałam sześć lat mama zaszła w ciążę z tobą. Kiedy byłą w piątym miesiącu zostałam porwana. Wywieziono mnie z kraju i sprzedano do jakiejś francuskiej rodziny. Mając 18 lat wyprowadziłam się, bo wiedziałam, że nie mogą mi zabronić. Na miejscu zaczęłam cię szukać. Dowiedziałam się o śmierci rodziców kilka lat temu. Dostałam lekkiego załamania. Musiałam chodzić do psychoterapeuty. – już mi się coś nie podobało. Ani ja, ani mama, ani tata nie tolerowaliśmy lekarzy, żadnych, a hipnotyzować umiałam w wieku 5 lat. -  w końcu mi się udało. Wyszłam z depresji i postanowiłam cię znaleźć.
- A tak z ciekawości, lubisz lekarzy?
- Wizyty i psychiatry były czymś koszmarnym, nie lubię medycyny. – już lepiej. – Jeżeli mi nie wierzysz rozumiem. Proponuje badania genetyczne. Pytałam o termin, za dwa tygodnie najwcześniej. – powiedziała.
- Dobra. – powiedziałam. Niall przysiadł się z niezadowoloną miną. Podał mi kawę a ja się uśmiechnęłam. – Dziękuję.
- Nie ma za co. – burknął.
- A tobie co? – zapytała Judi.
- Nie zwracaj na niego uwagi, ma okres. – przewróciłam oczami i przyczepiłam się do rurki.
- Proponuje zakupy.
- O boże.
- Jak nie chcesz tu być to spadaj. – pokazałam blondynowi język.
- Tak szybko się mnie nie pozbędziesz.
- Daj sobie spokój.
- A James jest dla ciebie...- zaczęła Judi
- Wkurwiającym przyjacielem mojego przyszywanego brata który ma obsesję na punkcie mojego bezpieczeństwa, bo jest w policji. – Zaśmiałam się. – Chodź idziemy na zakupy.
- Ja spadam.
- Nikt cię tu nie trzyma. – wypaliłam i wstałam od stolika zabierając do ręki kubek.
- Mam kilka fajnych sklepów zaczniemy od…
                Cały dzień rozmawiałyśmy na różne tematy. Niall się zmył, dął mi spokój do końca pobytu w galerii. Bogu dzięki. Ale i tak wiedziałam ze kręci się w pobliżu. Nie raz go widziałam między półkami. Wystarczyło się wychylić. Kamuflaż to on ma słaby. Uśmiechałam się pod nosem, za każdym razem gdy go widziałam.
                Razem z Judi łaziłam po sklepach. Oczywiści, jak zwykle kupiłam kilka koszulek na wyprzedaży. I piankę do włosów. Mia dobijała się do mnie całe cztery godziny, i chyba sobie dała spokój.

*Perspektywa Nialla*
                Boże, nienawidzę Mii ale miała rację. Trzeba obgadać sprawę tej całej Judi. Nie podoba mi się jej zachowanie. Brunetka siedziała w coffe heven. Kiwnąłem głową aby wyszła. Wzięła swoją kawę do ręki, a torebkę przerzuciła przez ramię. Jak zwykle była na wysokich szpilkach.
- Dobra do konkretów. – warknąłem do niej.
- Też mi cię miło widzieć. – powiedziała z sarkazmem.
- Judi Milla. Znalazłaś coś?
- Nie załatwię ci niczego na wczoraj. To ze byłam w gangu informatykiem, nie oznacza że w przeciągu piętnastu minut, znajdę informacje na szmelcu który mam w domu. Potrzebuję jednego z lepszych komputerów.
- Dobra, to się da załatwić. – patrzyliśmy przed siebie. – Coś jeszcze.
- Mam pewne informacje na temat gangu Mark’a. To, że wleźliście na ich teren spowodowało małe zamieszanie. Mark jest wkurwiony. Trzymajcie wszystkie dziewczyny pod kluczem, a zwłaszcza Lu. Nie może się nic dowiedzieć, bo tym bardziej będzie się wam wymykać. I pilnuj plików na temat broni w waszej firmie. Zrobiłam malutki rekonesans u znajomych mojego byłego. Coś się święci, ta technologia którą produkujesz, stała się ich głównym tematem w ich siedzibie. Wiedzą, że pod całą firmą informatyczną kryje się wytwórnia gnatów. Poważny interes. – zaśmiała się po nosem. – Chcą zdobyć projekty pistoletów. Bomba dostarczona na parking, pod biurem Payne ’a była przestrogą dla niego. A i jeszcze to. – podała mi plik dokumentów. – W środku są szczegółowe dane każdego z członków gangu Mark ‘a. Ucieszycie się, bo większość mieszka w naszej części miasta.
- Naszej?
- Mieszkam na waszym terenie odkąd mój gang się rozpadł, dotarło? – warknęła. – Następnym razem daj mi więcej czasu na wywiad a nie kilka dni jak Lu nie widzi dobra?
- Coś jeszcze?
- Czekaj, staram sobie przypomnieć. Tak. Sprawdź lekarza prowadzącego Lucy. Widziałam jak dawał jakieś papiery Max ‘owi.  Jest od Mark ‘a. Nie podoba mi się to. Coś mi się znalazło na jego temat. Jego papiery są w zielonej koszulce. Nie mogłam znaleźć dyplomu ukończenia roboty w serwerach uczelni, w których rzekomo się uczył. – była dość wylewna. Jedna z najlepszych informatorek w mieście. Może i udaje debilkę ale jej mózg jest nie do ogarnięcia. Jest mistrzem zbierania informacji. Nie dziwię cię że kazali mi odbierać od niej newsy
- Dobra teraz zapłata. – wyciągnęła otwartą dłoń.
                Podałem jej cygara zawinięte w czerwoną folię. Wyciągnęła jedno i podpaliła je.
- Chcesz? – chyba nie wiele osób wie że pali.
- Nie palę.
- Są dobre. Owocowe. – zaśmiała się trzymając w zębach cygaro. Resztę wrzuciła do torebki.
- Spasuje.
- Nie wiesz co tracisz.
- Mówili mi tak kiedy proponowali dragi.
- To co innego. Poszukam informacji o tej całej Judi ale możemy to to trochę zająć, muszę jeszcze poudawać idiotkę w szkole i przed tatusiem idealną uczennice. No a na tym szmelcu nic nie zrobię.
- Komputer podrzuci ci Liam do domu. Będziesz mieć go jutro. Wszystkie sprawy informatyczne do mnie. Załatwię ci dobry sprzęt.
- A co Harruś już nie wystarcza.
- Mogę cię z nim umówić.
- Wiesz co, nie rób tego, i tak muszę mu wygarnąć coś, na temat szperania w mojej sieci domowej. Przejdę się do niego i zrobię mu dym. – zaśmiała się. – ktoś mu w końcu przemówi do jego pojebanego łba.
- Święta prawda. Podejrzewam ze Lucy szybko zabierze się za sprawdzanie te całej Lucy, Liam już zaprzągł informatyków do roboty w policji -wypaliłem
- Jakby jej się coś stało, to by zabił.
- Broni jej jak córki.
- I siostry
- Dobra, zmywam się, jestem umówiona na wymianę informacji z jedną laską z gangu Mark’a, coś grubego idzie. Jak czegoś ciekawego się dowiem dam znać. Lece. Nara.
- Nara. – wypaliłem. 

6 komentarzy:

  1. to się dzieje cudownie :D Pozdro :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dostałaś miano mojego prywatnego "poprawiacza" humoru. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieje się ;)
    Czekam na kolejny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham. To jedyne co mi pozwala zapomnieć o problemach. Weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń