wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 59

Z dedykacją dla Patuu oraz mojej kochanej Julci, która mi bardzo pomaga w tworzeniu tego FF

Pobiegłam na tyły mojego domu i stanęłam tam gdzie kończyła się droga polna. Po tym jak znalazłam ukryte podziemia mojego domu, postanowiłam je wyposażyć na własną rękę. Siłownia, centrum informatyczne i wszystkie papiery dotyczące gangów, które mogły by zagrozić Lucy. Wszystkie plany, informacje, CV. Ci ludzie nie mieli przede mną tajemnic. Czekałam na cały gang. Chodziłam tam i z powrotem co chwila przejeżdżając rękami po włosach. Tylko nie Lucy, dlaczego ona, boże! W środku byłam rozłamana na tysiące kawałeczków. Była dla mnie bardzo, bardzo ważna. Jak siostra. W końcu pojawiły się dwa samochody. Wszyscy wysiedli a ja skinęłam głową aby szli za mną. Nikt o nic nie pytał. Stanęłam na murku studni. Zrobiłam krok w przód i wskoczyłam do środka. Zapaliłam latarkę w telefonie i znalazłam drzwi w ścianie studni. Przekręciłam gałkę i weszłam do wąskiego korytarza. Zdążyłam zmienić oświetlenie. Zaklaskałam dwa razy i światła zaczęły się zapalać wzdłuż tunelu. Każde po kolei.
- Na co czekacie?! – krzyknęłam do góry. Po chwili usłyszałam za sobą jak ktoś ląduje.
            Cały gang mnie dogonił. Weszliśmy do hali. Było tak jak zaplanowałam. Centrum dowodzenia, sala treningowa, telewizor i regał z papierami
- Wow. –wydusił z siebie Harry.
- Chodźcie. – pokazałam ręką aby podeszli do komputerów. Na ekranie wyświetliły się akta Judi w sensie Daisy. – Porwała kilka osób dorosłych, ale ogólnie do tej kidnaperem. Porwanie Lucy zostało z góry zaplanowane. - Podeszłam do kolejnego komputera. – Dzisiaj to wszystko znalazłam. To maile Marka i naszej Judi. Dostała sporo kasy za dostarczenie Milla’y na drugą stronę Londynu, nawet mieli plan B. Jeżeli Daisy nie udałoby się dostarczyć Lucy przed tym jak otrzymają wyniki badań. – odpaliłam kolejny monitor pokazujący doktora prowadzącego Lucy po jej wypadku ze wzrokiem. – Ten lekarz nie ma zrobionej żadnej specjalizacji. Nie jest nikim ważnym, on nie powinien pojawić się na oddziale neurologicznym. Miał za zadanie podmienić wyniki badań w razie takiej potrzeby. – zakończyłam.
- Kiedy się tego dowiedziałaś? – zapytał Liam.
- Dzisiaj rano zaczęłam składać to wszystko do kupy. Zrozumiałam to tuż przed tym jak zadzwoniłam do Nialla. – oznajmiłam.
- Dobra, robimy tak. Harry i  Mia. Siedzicie przy komputerach. Ja zgłoszę porwanie w policji a Zayn, Perrie, Louis, Eleonor i Danniele w teren.
            Niall chrząknął znacząco.
- W teren.
- Mam lepszy pomysł. – zaśmiałam się. - Niall jest równie dobry w komputerach co ja. Tutaj nie mam nic do ukrycia, więc mógł by posiedzieć z Harrym. Ja mam wtyki w każdym zakątku miasta. W terenie pójdzie mi lepiej. – wypaliłam.
- Zmienicie się jutro. - zignorował to co powiedziałam.

***
- I masz coś? – zapytał mnie Harry.
- Dupa. Nikt nic nie ma. A to już połowa moich kontaktów – jęknęłam.
- Kurwa ja też nic nie mam.
            Odwróciłam się do niego.
- A co jak się nie uda, jak znajdziemy ją a będzie za późno?
- Na pewno nam się uda. Niall i Liam doprowadzą nas do niej. – patrzył w komputer. Ja czułam jak napływają mi łzy do oczu. Harry musiał to zauważyć.
- Hej, nie przejmuj się. – wstał od komputerów i usiadł obok mnie. Objął mnie ramieniem i pomasował jak starą przyjaciółkę. – Lucy nic nie będzie…

***
*Perspektywa Lucy*
            Kurwa wpadłam w niemałe kłopoty. Ręce miałam skute kajdankami, a usta zaklejone taśmą. Nie mogłam ruszyć nadgarstkami bo jeden ruch powodował wbicie się metalu w skórę. Siedziałam na materacu w ponurej piwnicy. Cegły, masa kurzu, materac i ja. Włosy miałam potargane po tym jak Judi…znaczy Daisy mnie tu zaciągnęła. Spuściłam głowę. Moje życie jest do dupy. Mogłam się zabić w tedy w łazience. Boże. Poczułam łzy na policzkach. Nie mogę płakać bo doprowadzę się do samobójstwa. Mam zalepione usta, płacz równa się katar, katar – zatkany nos, zatkany nos – brak dopływu powietrza do płuc czyli uduszenie. Szybko się uspokoiłam. Oparłam głowę o ścianę. Było mi niewygodnie. Ręce skrępowane z tyłu były najgorszą rzeczą która utrudniała mi wydostanie się stąd.
            Do pomieszczenia wszedł Mark z Daisy. To nie wróżyło dobrze. Przełknęłam głośno ślinę. Mark kucnął przy mnie oderwała mi taśmę z ust. Od razu ułożyłam wargi w cienką linię.
- No to co, zaczynamy? – zapytał Mark. – Pliki z projektami broni. Gdzie są?
- Myślisz że wiem? – zakpiłam.
            Oberwałam w policzek. Mark wyciągnął nóż.
- Ej dobra, ja się pisałam na samo porwanie, nie mam zamiaru być świadkiem takich rzeczy.
- Zostajesz. – warknął.
- W snach. – wyśmiała go a on wyciągnął pistolet i wycelował w nią.
- Jak tak dalej pójdzie to ciebie tu za kilka sekund nie będzie. – wypalił.
- Też mam pistolet i nie macham nim na prawo i lewo. – to był duży błąd Daisy.
            Usłyszałam trzask. Drgnęłam. Patrzyłam z niedowierzaniem patrzyłam jak ciało Daisy upada na posadzkę. Mark odwrócił się do mnie. Zamienił gnata na nóż. Byłam w złym położeniu. Miałam na sobie krótkie spodenki, rajtki, krótki rękawek i kurtkę dżinsową.
- To co skrócimy ci rajtki? – zaśmiał się i potargał materiał ukazując moje chude nogi. Ściągnął je i rzucił za siebie. Moje stopy były gołe.
- To jeszcze raz. – zaczął. – Pliki związane z bronią.
- Nie wiem. – powiedziałam zgonie z prawdą.
            Mark zrobił długie nacięcie na mojej nodze. Krzyczałam. Bolało, cholernie bolało. Boże, co ja mam zrobić.
- Gdzie są pliki.
- Nie wiem. – odpowiedziałam po raz kolejny a ten wykonał kolejne cięcie, na drugiej nodze.
- To co?
- Nie wiem. – kolejna krwawa kreska.
- Na pewno? – zapytał przykładając nóż do skóry.
- Tak. – znów przejechał po mojej nodze.
            Krzyczałam, bardzo głośno, krzyczałam. Dostałam w policzek.
- Zamknij się! – krzyknął a ja się skuliłam. – Słuchaj suko, nie zabiję cię z jednego względu. Twoi przyjaciele mają zginąć. Ty będziesz cierpieć. Bardzo, a kiedy cię znajdą, zostaną zamordowani. Każdy po kolei. Jak będziesz mówić, to nie będę robić tego. – wykonał jeszcze dwa na cięcia. Musiałam krzyknąć.
            Tym razem nie uderzył mnie tylko wziął kurz z ziemi i sypnął nim w moje rany. Już miałam krzyknąć kiedy zalepił mi usta. Usłyszałam swój zduszony pisk. Poklepał mnie po policzku.
- Na razie mała. – zaśmiał mi się prosto w twarz i wyszedł.
Spojrzałam na swoje nogi. Potargane rajtki wystawały spodenek. Uda były ponacinane i brudne od kurzu. Boże. To nie skończy się dobrze. Wiedziałam że moje oczy były wielkie, z przerażenia. 

Kolejny rozdział, więc tak, mam kilka na zapas, ale wracamy powoli do rzeczywistości. Szkoła dla mnie już w czwartek i na dzień dobry dwa sprawdziany więc rozdziały nie będą się pojawiać codziennie, niestety. Mam nadzieję że Nowy rok przyniesie wam wiele dobrego, życzę wam spełnienia marzeń, spotkania chłopców XD, dobrych ocen zajebistego sylwka i w ogóle.
I prosiłabym waz abyście skomentowali rozdział, bo nie wiem, ile was czyta. Jak nie macie konta można z anonima, weźcie się w tedy podpiszcie jak *Patuu której bardzo dziękuję, bo niektóre jej komentarze sprawiły że nie raz z krzesła spadłam.

8 komentarzy:

  1. szczęśliwego nowego roku! :)
    jest super, ale martwię się o Lucy. :(
    cudowne <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęśliwego Nowego Roku <3

    Co do rozdziału Zajebisty

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęśliwego nowego :D

    Przez ten rozdział będę się bała do domu wrócić w nocy jeny :/ Ale jest cudowny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielkie dzięki za dedykacje, cholernie mi miło. Ale koniec tego przynudzania rozdział zajebisty. Mam nadzieję, że Lucy nic się nie stanie. Z okazji nowego roku życzę ci szczęścia, wyobraźni, motywacji do pisania dalszych rozdziałów oraz weny. Liczę, że w 2014 roku na twój blog zawita jeszcze więcej osób.
    Serdecznie pozdrawiam Patuu!

    OdpowiedzUsuń
  5. zajebisty rozdział! ja ci życzę weny, zdrowia, spotkania chłopaków i wielu innych rzeczy których nie mogę teraz napisać bo jestem na sylwku. :****

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebisty. Normalnie brak mi slow. Taka akcja nagle XD
    Vicki

    OdpowiedzUsuń