wtorek, 31 grudnia 2013

Rozdział 61

*Perspektywa Mii*
            Siedziała w czarnym bmw Harrego. Byłam ubrana na czarno. Sukienka z długimi rękawami i wydekoltowanymi plecami, ciemne rajtki i wysokie szpilki. Wyprostowałam włosy a usta pomalowałam na wściekło czerwono.
- Nie dasz sobie rady, powinienem tam z tobą iść. – kłócił się Loczek.
- Jezus maria Styles! Uspokój dupę, dobra? Dam sobie radę. Mam dać mu płytkę, odebrać dokumenty a jeszcze Liam go przyskrzyni. Proste logiczne – warknęłam.
- I tak nie dasz rady. Coś ci się stanie, mówię ci.
- Gadaj zdrów, wyjdę z tego cało. – parsknęłam. – Która godzina?
- Za dziesięć siódma.
- Czekaj tu na mnie. – poprosiłam i wysunęłam nogi z samochodu. Krokiem modelki, jak określił to Harry, ruszyłam w stronę małego baru. Drzwi otworzył mi jakiś goryl. Tak tu bez takich się nie obejdzie. Edward siedział przy stoliku z trzema pieskami. Ta nie ma to jak mieć ochroniarzy na zawołanie. Zajęłam miejsce naprzeciwko niego.
- Masz to? – zapytałam.
- Wszystko co wiem. – pomachał plikiem dokumentów.
- Daj. – wyciągnęłam rękę.
- Płytka. – podałam mu a on wymienił się ze mną plikami. – Szkoda, że nikt nie może wiedzieć o mojej nowej tożsamości. Ładna jesteś, może przyłączysz się do mnie. – pochylił się nad stołem.
- Widzisz, gdybyś miał tu komputer zrozumiałbyś ze brakuje jednej rzeczy. – zaśmiałam się. – Dowód to nie taka błahostka. – usłyszałam jak facet za mną odbezpiecza pistolet i przykłada mi go do głowy.
- Nie masz wyboru. – wyciągnęłam telefon. Wysłałam wiadomość do Liama. Po chwili pojawił się w drzwiach i podrzucił kolejną płytkę.
- To co, koniec twojego pięknego życia. – Zacząłem stukać paznokciami o blat stołu. Uśmiechnęłam się tajemniczo.
- Tobie co tak do śmiechu?
- Gdybyś nie zauważył, ten mężczyzna który przed chwilą tu wszedł…- przerwałam. – Jest oficerem policji. – dokończyłam i wstałam gwałtownie.
            Jednym ruchem wbiłam łokieć w brzuch goryla który stał za mną. Wyrwałam mu pistolet z ręki i strzeliłam do dwóch pozostałych ochroniarzy Edwarda. Zobaczyłam jak mężczyzna z którym negocjowałam informacje o Lucy mierzy we mnie gnatem. Schowałam się za filar który podpierał ścianę ale za późno. Oberwałam w nogę. Krzyknęłam głośno.
            Do baru wpadła policja. W samą porę Liam. Zaczęłam się wydzierać jak zdesperowana kobieta, która znalazła się tu przez przypadek. Jeden z policjantów kazał mi szybko wyjść z budynku. Kiedy zniknął z pola widzenia, odetchnęłam spokojnie i przybrałam maskę spokojnej kobiety. Kulejąc wydostałam się z budynku, trzymając plik informacji o Lu pod pachą. Tuż przy wyjściu stał eden policjant. Lekko się zachwiałam na nogach, udając że jestem w szoku.
- Wszystko dobrze?
- Tak, tak. – pokiwałam głową.
- Proszę jechać do szpitala. – ten też nie zauważył krwawiącej nogi, było za ciemno.
- Dobrze. – pokiwałam głową na znak ze rozumiem i szybkim krokiem ruszyłam w stronę samochodu Harrego. Gdy była jakieś kilka metrów od auta Styles wyskoczył z pojazdu.
- Mówiłem że ci się coś stanie. – powiedział po czym wziął mnie na ręce. Syknęłam z bólu. Usadził mnie na fotelu. Schyliłam się po torebkę po czym odczepiłam od niej pasek. Szybko zacisnęłam go mocno na udzie.
- Wytrzymasz? Perrie ci to zaszyje.
- Mamy sprzęt medyczny? – zapytałam.
- Tak, mamy, nie tylko tu masz sporo kasy. – zaśmiał się.
- Pierdol się Styles.
- Nie mam z kim. – zaśmiał się. – Wytrzymaj jeszcze trochę.
- Mogę zamknąć oczy? – zapytałam, wiedziałam ze szybko tracę krew.
- Chyba cię pojebało, nie waż się. – warknął.
- Spokojnie Harry be spiny.
- Zacisnęłaś?
- Nie widzisz? – sapnęłam wskazując na pasek od torebki. – Boli. – jęknęłam.
- Dasz rade. Wejdziemy przez windę w twojej garderobie. – oznajmił.
- Daleko jeszcze?
 - Myślałem że jesteś twarda.
- Kurwa Styles jebnij sobie kulką nogę, przebiegnij sprintem na szpilkach kilka uliczek. Pogadamy jak to zrobisz. – powiedziałam lekko przymykając oczy.
- Hej, nie zamykaj, oczu. Już jesteśmy. – Usłyszałam jak wysiadł z samochodu. Po chwili wziął mnie na ręce. – Mia, otwórz oczy. Trzymasz teczkę?
- Tak, mam ją. – powiedziałam przyciskając papiery do piersi. Harry wszedł do domu i pognał po schodach do mojego pokoju. Jedną nogą kopnęłam drzwi od garderoby bo Harry miał zajęte ręce, niosąc moje ciało. Wszedł do windy i pociągnął za dźwignię która uruchamiała klatkę w szyldzie.
            Czułam narastając ból w nodze ale nie odważyłam się wydać z siebie ani jednego dźwięku. Jestem twarda, mogę powiedzieć że mnie coś boli, ale nie mam zamiaru płakać, wydzierać się, stękać. Nie jestem słaba.
- Perrie! – chłopak krzyknął.
-Nie drzyj mordy.
- Skarbie, wolałbym żebyś żyła. – zaśmiał się i szybkim krokiem położył mnie na dużym stole, na którym zazwyczaj układałam dokumenty.
- Nie na tym stole, jest z drewna kauczukowego, kosztował pięć tysięcy w zaokrągleniu. – jęknęłam.
- Ma postrzeloną nogę a przejmuje się stołem który kosztował dużo pieniędzy. – zakpił Harry.
- Boże, daj mi spokój, proszę cię tylko żebyś mnie położył w innym miejscu.
- Nie, tutaj jest dobrze. Nie ma kuli, więc cię tylko zaszyję. – uśmiechnęła się Perrie.
- Świetnie będę miała blizny.
- W takim miejscu że nikt nie będzie widział. – wypalił Harry.
- W bikini skarbie mnie nie zobaczysz. – zaśmiałam się słabo i położyłam posłusznie na stole.
- Zrób tak żeby tego nie było widać – usłyszałam jak Harry szepce do blondynki.
            Wiedziałam że wzmianka o bikini na niego zadziała. To było pewne. Ha, że też on nie myśli o niczym innym jak o moim tyłku. Dzięki Styles za poprawienie humoru.

*Perspektywa Lucy*

            Plan tego jak się stąd wydostać nie był w prawdzie doskonały ale mógł się udać. Miałam dość dużo informacji bo gość który przychodził do mnie z marną miską zupy mlecznej do jedzenia codziennie wieczorem i rano, miał mózg wielkości fistaszka, więc spokojnie mogłam go pytać o co tylko dusza zapragnęła. Był jeden minus tego niedopracowanego planu. Mianowicie mój stan zdrowia. Nie spałam od kilku nocy, super, moje nogi w każdym miejscu mają cięcia, dziękuję ci Mark, są zajebiste, i to że ledwo stoję na nogach. Ostatniego wieczoru zauważyłam że na plecach Daisy jest mały plecach. Był tam mój telefon, jej dokumenty, kluczyki od auta, pistolet i kosmetyki. Zdjęłam go z jej sztywnego ciała i schowałam w kratce wentylacyjnej. Tak jest. Szybka ucieczka. Ten gość co dawał mi jedzenie miał na imię Markus. Idiota. Powiedział mi że wieczorami to tylko on tu siedzi bo reszta musi wrócić do cywilizowanego życia. Stary masz przekichane. 

10 komentarzy:

  1. Boże boję się!! co się stanie z Lucy?
    Boskii

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham <3 Jak każdy rozdział ;) szybko kolejne ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojejka świetne. PRZEPRASZAM że wcześniej nie komentowałam ale niw zaglądałam na twojego bloga bo nie miałam kiedy ;). Czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny <3 akcja się super rozkręca :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow! Jak zasze zajebisty. Nie mogę się doczekać 62.

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurwa nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Jak nie pojawi się w najbliższych czasie znajdę cię i naśle ninja. *Patuu

    OdpowiedzUsuń
  7. fajny rozdział, nie mogę się doczekać następnego rozdziału :)
    Mela pozdrawia
    ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  8. haha super rozdział czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny! Oby Lu udało się uciec

    OdpowiedzUsuń