sobota, 4 stycznia 2014

Epilog

- Niall powiedziałam ci coś! Nie mam zamiaru zakładać sukienki bo odkryje moje szkaradne nogi. – powiedziałam wkurzona.
- Są piękne, czego ty od nich chcesz. Załóż ją proszę, pójdziemy na kolację. A jak ktoś się do ciebie przyczepi to mu wpierdolę. – Oznajmił zadowolony.
            Czasami nie mogę z nim dość do porozumienia. Minął już tydzień od tego dziwnego wydarzenia. Stałam przed szafą. Niall postanowi mnie wyrwać na kolację. On upierał się przy sukience, a ja przy jeansach. No właśnie, do restauracji nie wypada, ale nie pojawię się w sukience i pociętych nogach. To nie wchodzi w grę.
            Usłyszałam wybawiający telefon. Dziękuję ci Mia. Uwielbiam cię za to.
- Hej Lu.
- Co tam? – zapytałam.
- Przyjedźcie do mnie, razem z Liamem mamy bardzo ciekawe wieści. – wiedziałam że uśmiecha się do słuchawki.
- Ale wiesz, że miałam mieć kolację. – zajęczałam przeciągle.
- Ale wiesz że mnie to nie obchodzi. – udawała mnie.
- Nienawidzę cię. – zaśmiałam się do słuchawki.
 - A ja cię kocham złotko.
- Niall masz konkurencję. – powiedziałam do MOJEGO CHŁOPAKA. – Mia do mnie zarywa.
- Powiedz jej żeby dla własnego dobra zostawiła cię w spokoju. – zaśmiał się.
- Słyszałaś?
- Tak się nie stanie. Musicie być bo to bardzo ważne. – Odłożyłam słuchawkę i wyjęłam jeansy po czym nasunęłam je na pupę.
- Kurwa. – zaklął Niall.
- Co zaś ci się nie podoba? – jęknęłam.
- Będziesz chodzić w dresach bo jak cię widzę w kiecce, rurkach to mi staje. – powiedział. Podeszłam do niego i położyłam ręce na jego klatce piersiowej. Przygryzł moją wargę a ja się uśmiechnęłam. – To masz ochotę na powtórkę z wczoraj.
- Chętnie. – zaśmiałam się. – Ale nie. Mia na nas czeka. Mają coś bardzo ciekawego do powiedzenia.

***
Usiadłam na kolanach Nialla. Znów robił mi malinkę, kiedy Zayn  migdalił się z Perrie, Louis poleciał w ślinkę z Eleonor. A Liama z Dan, Harrego i Mią gdzieś wywiało. Na szczęście zagubiona czwórka wróciła. Harry pocałował Mię a policzek i zajął miejsce obok mnie i Nialla a Dan usiadła w fotelu.
- To może krótsza informacja. Mark dostał dożywocie, za morderstwo pierwszego stopnie.
- I dobrze tak temu skurwielowi. – wypalił Niall odczepiając się od mojej szyi. Oparłam się wygodnie o chłopaka.
- A druga to już mój, dział. Liam usiądź. – Mia poprosiła Liama.  
            Stanęła tyłem do biurka i uniosła pendriva pokazując nam urządzenie.
- Niall i Harry za pewne widzą co to jest czyste konto.  To właśnie trzymam w ręce.
- Pierdolisz. – wyrwało się Niallowi.
- Myślałem że to nie istnieje. – Harry był zaskoczony.
- Co to jest? – zapytała wyraźnie zaciekawiona Eleonor.
- Czyste konto. Program stworzony przez niejakiego Collina Stivensa. Gość miał nie mało w kartotece policyjnej. Program usuwa wszystko co jest związane z danym nazwiskiem z serwerów wszystkich policji świata, Internetu. Twoje nazwisko jest wyczyszczone do zera. Moglibyśmy wyjść na ulicę…-popatrzyła na Nialla - …i normalnie przedstawić się swoim imieniem i nazwiskiem. Prawdziwym. Pytanie, czy tego chcecie.
            Usłyszałam jak wszyscy się zgadzają. Mia przy nas wszystkich odpaliła komputer i uruchomiła program. Wpisywała nazwiska każdego z nas i patrzyliśmy jak wszystkie informacje z serwerów policji i prokuratury znikają na dobre. Nareszcie nie będę musiała mówić do blondyna James w miejscu publicznym. O tak.
- To co Niallu Horanie? Idziemy na kolację?
- A co powiedz na romantyczny wieczór, przed telewizorem, albo kąpiel wśród świec?
- Ale kolacja…
- Nie mamy rezerwacji. – uśmiechnął się złowieszczo.
- Myślałam że zro…- walnęłam się w czoło.
- Wiesz niejaki James ma rezerwację, a że niema nikogo takiego. Musimy siedzieć w domu. – zaśmiał się. – Owoce w czekoladzie…
- Już ja widzę te owoce w czekoladzie, seksoholiku. Wszystko wyląduje na mnie, a potem będziesz to ze mnie zlizywał. – powiedziałam.
- Niall, ty krejzolu. – wypalił Harry. Mia uderzyła go w ramię.
- Tyś nie lepszy głupku. Ostatnio jedliśmy bitą śmietanę. A żeby to jedliśmy było normalne.
- O boże. – wydusiłam z siebie przez śmiech.
- To co powiedzie na kebca?
- Kebab? To takie mało romantyczne. –  jęknęłam równo z Mią
- A jak pójdziemy wszyscy razem?
- Zbiorowa randka? – wszyscy popatrzyli po sobie. Louis i Eleonor dołączyli do nas ale Liam, Danniele, Zayn i Perrie wspomnieli coś o sprzątaniu sypialni i kupowaniu nowego łóżka.

            Splotłam moją dłoń razem z Nialla i ruszyliśmy na miasto. Jak normalna para. No prawie.

Wszystkim ogromnie dziękuję za czytanie Mentalist. Generalnie, to drugi blog który zakończyłam, ale nie sądziłam że zdobędzie on aż tyle wyświetleń na teraz jest około 23 tys. Dziękuję wam bardzo. Za wszystkie komentarze, i słowa otuchy. I teraz coś co pewnie wam się nie spodoba. Nie będzie drugiej części czy sezonu. Nie planuje czegoś takiego. Pisałam ponieważ miałam pomysły, skończyłam, ponieważ powoli się wyczerpały. Ale jest druga strona medalu otóż opowiadanie VIOLENT. Pojawił się już prolog, a za niedługo będzie także pierwszy rozdział. http://violent-niall.blogspot.com/
Mam nadzieję że dołączycie do drugiego bloga, dziękuję i do obaczenia na Violent. 

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 64

Doszliśmy do samochodu. Trzymałam kurczowo Nialla za rękę. Możliwe że teraz dopiero dostaje szoku, po tym co zrobił mi Mark. Dopiero gdy Niall odpalił silnik i włączył lamy samochodu mógł na mnie spojrzeć i ocenić sytuację w jakiej się znajdowałam. Gdy zobaczył moje nogi, przez jego twarzy przeleciały chyba wszystkie emocje.
- Czemu mi nie powiedziałaś?
- A co miałam powiedzieć, „czekaj Niall, mam pocięte nogi”?
- Tak, tak właśnie miałaś powiedzieć. – Siedziałam na masce jego czarnego samochodu a on stał między moimi nogami. – Co ja mam teraz zrobić? – zapytał retorycznie.
- Po prostu mnie pocałuj – powiedziałam słabo.      
            Przybliżył swoje wargi do moich ust i musnął je lekko, w końcu wpił się w nie. Jego język dominował i byłam z tego powodu bardzo zadowolona, jak powiedziałam kiedyś, on świetnie całuje. Uśmiechnęłam się słabo przez pocałunek.
- Mówisz masz. – powiedział. – Jak przyjdzie Liam jedziemy do domu.
- Fajnie.
- Pokaż nogi. Całe. – nacisnął na ostatnie słowo. Miałam ściągnąć chustkę z nóg. Powoli rozwiązałam supeł i upuściłam kawałek materiału na ziemię. Niall otworzył szerzej oczy gdy zobaczył najgorsze rany tuż u przy spodenkach. – Ile ich masz?
- Nie wiem. – odparłam cicho.
- Lucy, kto ci to zrobił? – zapytał spokojnie.           
            Spuściłam głowę. Siedziałam cicho, nie chcę żeby się dowiedział, nie może się dowiedzieć, w tedy pojedzie i go zabije, a ja nie chcę żeby to zrobił. Nie chcę żeby taki był.
            Stanął między moimi nogami i chwycił mnie za dłonie.
- Proszę, powiedz mi. – słyszałam w jego głosie troskę. – Proszę.
            Pokręciłam przecząco głową.
- Lucy, spójrz na mnie. – rozkazał, ale nie byłam w stanie. Podniósł mój podbródek i popatrzył mi w oczy. – Muszę to wiedzieć.
- Nie musisz. – łzy napłynęły mi do oczu.
- Muszę.
 - Nie. – przytulił mnie i zaczął masować plecy. Boże był taki ciepły. Tak mi go brakowało. Kilka dni. Nie wiedziałam, że aż tak tego potrzebowałam. Jego dotyku, ciepła.
- Lucy! – usłyszałam Liama.
            Chłopak podbiegł do nas i mnie przytulił.
- Boże, tak się martwiłem, umarłem chyba na miliony sposobów. Jak się stamtąd wydostałaś, co zrobiłaś? Jesteś ranna? Jak się czujesz? Spałaś w ogóle?
- Jest okey. Chcę spać. – ziewnęłam.
            Niall posadził mnie na tyłach samochodu, już chciał zamknąć drzwi, kiedy chwyciłam go za rękaw bluzki i pociągnęłam za nią lekko, dając mu sygnał by usiadł ze mną. Położyłam obolałe nogi na siedzeniach. W pewnym momencie Niall dał mi swoją kurtkę. Oparłam się o niego i zamknęłam oczy.
***
Perrie powiedziała że nie ma zakażenia, ani żadnego zagrożenia na nie bo mam sklepione rany. Jedynym problemem dla mnie było to że robiłam sceny. Nie chciałam wejść do wanny. Za żadne skarby. Stałam w samej bieliźnie zamknięta w łazience z Niallem i kłóciłam się z nim że nie mam zamiaru zanurzyć się w ciepłej wodzi.
- Jezu! Lucy właź do wanny i nie rób scen. Proszę cię.
- Nie wejdę do wody. – pisnęłam robiąc kolejny w tył. Było mi zimno. To że spałam w samochodzie nie oznaczało że odzyskałam w pełni siły. Trochę się chwiałam na nogach. Nagle Niall podszedł do mnie i wziął mnie na ręce w stylu panny młodej. Zaczęłam piszczeć i się wyrywać. Nic to nie dało. Zawisłam nad wanną. Trzymałam kurczowo chłopaka za szyję.
- Lucy, to tylko woda. – powiedział spokojnie do mojego ucha.
- Będzie piekło.
- Lucy, poboli przez chwilę i przestanie, to , lepsze rozwiązanie niż zawiezienie cię do szpitala. Nie sądzisz?
            Nie odpowiedziałam. Chłopak popatrzył na mnie spod byka.
- To jak, wanna czy szpital.
- Wanna! – prawie krzyknęłam przerażona perspektywą siedzenia w szpitalu. Chłopak musnął moje usta po czym powoli opuścił mnie do wody. Skrzywiłam się gdy woda zalała moje rany. Bolało. Chciałam się podnieść ale Niall Mnie złapał i posadził w wannie. Kiedy już przyzwyczaiłam się do bólu zaczęłam myć nogi. Po chwili skóra odzyskała swój kolor.
- Mogę wyjść? – zapytałam cicho.
- No chodź – chłopak trzymał otwarty ręcznik. Wyskoczyłam z wody i podbiegłam do Nialla i otuliłam się ciepłym materiałem. – Głodna?
- Tak.
- Kiedy jadłaś?
- Eee…rano. – odparłam.
- A co?
-Płatki, nic innego nie dostałam.
            Dostałam świeżą bieliznę i za dużą koszulkę. Niall oznajmił że czeka na mnie w kuchni. Przebrałam się szybko, zdążyłam jeszcze zgarnąć koc i zbiegłam na dół do dużego pomieszczenia. Na stole stał kurczak.
- Mmmm…coś czego mi było trzeba. Ooo tak. – stwierdziłam patrząc na jedzenie. Chwyciłam za nóżkę kurczaka i zaczęłam pałaszować ją palcami. Byłam troszkę wygłodzona, bo przez cztery dni, na śniadanie i kolację bo obiadów nie miałam, płatki, to nie było dużo. Kidy skończyłam, umyłam ręce.
- Film? Czy idziesz spać?
- To drugie. – uśmiechnęłam się.
- Chodź do mnie. – uśmiechnął się jeszcze.
Stanęłam między jego kolanami. Popatrzył mi w oczy. Boże one są takie niebieskie, jak morze, niebo. Wpiłam się w jego wargi, słodkie, malinowe, wargi. Całował najlepiej na  świecie. Zdecydowanie.  
- Jesteś moja. – powiedział mi podczas pocałunku.
- A ty mój. – uśmiechnęłam się. – Kocham cię. – szepnęłam nie pewnie.
            Chłopak chyba dostał szoku. Po jego oczach widziałam, widziałam, że nikt mu tego chyba nigdy nie powiedział. Ne wiedział co powiedzieć. Wystraszyłam się. Może nie odwzajemnia moich uczuć?! Boże ale się zbłaźniłam. Zarumieniłam się i spuściłam głowę.
- Ja ciebie też kocham. – podniósł mój podbródek i pocałował w usta.

            Powiedział to!!! W moim ciele latało stadu motylków. Przytuliłam się do chłopaka mocno. W pewnym momencie ziewnęłam głośno. Niall się zaśmiał. Wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Położył się obok mnie i otulił ręką w talii

Rozdział 63

*Perspektywa Lucy*
Złamałam gałęzie i dorzuciłam do ogniska przypomniały mi się drobne zasady survivalowe. Razem z tatą chodziłam do lasu na kilka dni bez przygotowania. Ale był ubaw. Zawsze jedliśmy pieczarki z ogniska. Uśmiechnęłam się na wspomnienie dalszych czasów.
            Zrobiłam sobie pochodnię i zgasiłam ognisko. Nie zmrużę oka więc postanowiłam iść dalej.  Nie było późno, co najwyżej siódma wieczór. Plątałam się w lesie od rana. Wszystko mnie bolało, a zwłaszcza pokaleczone nogi które zasłoniłam chustką znalezioną w plecaku Daisy. Chyba dużo podróżowała bo to był istny skarbiec. Dwie przenośne ładowarki do Iphone’a, latarka, naboje do pistoletu, dokumenty, dwa jabłka i gumy do żucia. No i mój telefon. Podładowała komórkę i próbowałam się kontaktować ale nie miałam zasięgu co za pech.
            Czułam się jak w średniowieczu, i tak jakby ta odważna dwunastolatka właśnie ze mnie wyłaziła abym się obroniła i wróciła do Londynu do Liama, Mii i …Nialla. Przypomniały mi się podstawy samo obrony jak lałam się z tatą, z chłopcami w szkole. Boże, w tej chwili nie mogę sobie wyobrazić siebie, która przywali chłopakowi. A jako dwunastolatka powalałam chłopców na łopatki. Chciało mi się śmiać. O tej porze roku robiło się ciemno dość wcześnie. Oświetlałam sobie pochodnią drogę która była w miarę widoczna. Poruszałam się jakimś szlakiem. Miałam nadzieje na wyjście na ulicę i niespotkanie ludzi Mark’a.
            Nagle sobie przypomniałam że mogę zgasić pochodnię. Ugasiłam płomień i wyciągnęłam latarkę z plecaka Daisy. Zapaliłam ją i kontynuowałam wędrówkę. Nagle usłyszałam trzask. Odwróciłam się gwałtownie w wyniku czego upadłam. Szybko się pozbierałam. Zaczęłam oświetlać stron z której dobiegał trzask. Znów łamanie drzewa. Moja ręka dotknęła pochwy w której był pistolet. Zgasiłam latarkę i wrzuciłam ją do plecaka. Jak będę iść po ciemku nikt chyba mnie nie będzie widział z dalekiej odległości. Wiedziałam że ktoś bardzo cicho przemieszcza się za mną. Nie dało się nie czuć jego obecności. Chciał być tak niewidoczny że aż stawało się to zbyt oczywiste. Moja ręką powędrowała do gnata na udzie. Pasek od pochwy wbijał mi się w nogę przez co bolała mnie noga. Kiedy napastnik stanął prawie za mną przywaliłam mu łokciem w brzuch. Wyjęłam pistolet i odwróciłam się.
- Nacisnę spust, i nie będzie tak wesoło.
- Kurwa kto cię tego nauczył. – boże! Pistolet wypadł mi z ręki gdy usłyszałam ten głos. Niall, to był Niall, nieznośny blondyn który dwa razy uratował mnie od gwałtu, który mnie spoliczkował, który mnie całował, spał ze mną i ten który opowiedział mi historię życia w zamian za swoją, ten w którym się zakochała. – Niall?
- Lucy? – wyprostował się i mnie przytulił a następnie pocałował w głowę. – Boże.
            Za mono, dociskasz mnie do swojego ciała! Krzyczałam w głowie. Bolą mnie nogi! Ale nie przestawaj. Skrzywiłam się.
- Nic ci nie jest? – nie widzi moich nóg, na szczęście.
- Nie. – skłamałam. – Ale trochę się boję. Zgubiłam się.
- Ja znam drogę. Jak się czujesz. – trzymał mnie w ramionach. – Wiesz jak się martwiłem.
- Nie zostawiaj mnie nigdy samej. – poprosiłam.
- Nie mam zamiaru. – wysłał sms i zaczął ciągnąć mnie przez las.
- Zwolnij, jestem zmęczona. – poprosiłam.
- Lucy, ile nie spałaś? – zapytał.
- Kilka dni. – odparłam. – To nic, bywało gorzej. – powiedziałam.
- Lucy, musisz iść, spać.

            Mieliśmy splecione palce. Cieszę się ze to Niall mnie znalazł, nie Mia, nie Liam. Tylko Niall. Właśnie on.